Reagując na afery księgowe w spółkach, takich jak Enron czy WorldCom, Amerykanie wprowadzili nowe przepisy (tzw. ustawa Sarbanesa-Oxleya), które zobowiązały dyrektorów generalnych i finansowych spółek notowanych na amerykańskich giełdach do poręczania własnoręcznymi podpisami prawidłowości składanych do SEC raportów finansowych. Przepis ten obowiązuje nie tylko firmy z USA, lecz również wszystkie inne spółki spoza tego kraju, których walorami obraca się na amerykańskich giełdach.

Niemieckie koncerny zbuntowały się jednak przeciw amerykańskim przepisom i żądają dla siebie wyjątku. Wskazują przede wszystkim na fakt, iż niemieckie prawo rządzące rynkiem kapitałowym jest zupełnie inne od anglosaskiego modelu dominującego w Stanach Zjednoczonych. Za naszą zachodnią granicą nie jest dopuszczalne, by jedna czy dwie osoby brały odpowiedzialność za prawidłowość rachunków całej firmy. W Niemczech odpowiada za to zarówno zarząd, jak i mająca dość duże kompetencje rada nadzorcza.

Pod listem do SEC podpisali się przedstawiciele ponad 20 niemieckich spółek, których akcjami bądź kwitami depozytowym (tzw. ADR-y) obraca się za Atlantykiem. W grupie tej znalazły się m.in. DaimlerChrysler, Deutsche Bank i Bayer. Do protestu nie przyłączyły się m.in. firma produkująca sprzęt medyczny - Fresenius oraz Siemens.

Znamienna może być reakcja zarządu firmy motoryzacyjnej Porsche, która nie ukrywała planów wejścia na NYSE, tym bardziej że niedawno została ona wykluczona ze składu indeksu MDAX, grupującego 70 średniej wielkości spółek notowanych na giełdzie we Frankfurcie. Dyrektor generalny firmy Wendelin Wiedeking poinformował, że zmiany w przepisach w USA prawdopodobnie odwiodą spółkę od tego projektu. - Jak mogę poręczyć własnym podpisem raport, na którego powstanie mają wpływ setki albo nawet tysiące pracowników spółki. Każdemu może przydarzyć się błąd - oburza się szef Porsche.