.Nowelizacja zakłada między innymi, że za pierwszy dzień zwolnienia lekarskiego, trwającego nie dłużej niż 6 dni, pracownik nie będzie otrzymywał wynagrodzenia. Pracodawca nie musi także płacić za 35 dni zwolnienia tylko za 33. Niedopuszczalne będzie zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną, brak odpraw dla zwalnianych pracowników w firmach zatrudniających do 20 osób czy zawieszenie obowiązku zawierania trzeciej umowy o pracę na czas nieokreślony.
Przeciw nowelizacji kodeksu w tym kształcie protestuje Solidarność. Przewodniczący związku, Marian Krzaklewski, zapowiedział nawet, że zaskarży nowelizację do Trybunału Konstytucyjnego oraz Międzynarodowej Organizacji Pracy.
Tymczasem ekonomiści są zdania, że nowy kodeks w żaden sposób nie wpłynie na poprawę sytuacji na polskim rynku. - Ma on znaczenie tylko dla wielkich przedsiębiorstw, gdzie działają związki zawodowe i bronią jego przepisów. W małych firmach nikt nigdy kodeksu nie widział na oczy. Tam stosunki regulują obyczaje i możliwości finansowe konkretnego przedsiębiorstwa. Nowelizacja tego nie zmieni - powiedział nam Krzysztof Dzierżawski z Centrum im. Adama Smitha.
W podobnym tonie wypowiada się także ekonomista Banku Zachodniego WBK. - Nowelizacja jest krokiem w dobrym kierunku, ale nawet radykalna zmiana kodeksu nie przyniesie od razu skutku w postaci zmniejszenia bezrobocia - mówi Maciej Reluga. - Mam nadzieję, że reformy będą kontynuowane w najbliższym czasie w ramach dostosowywania naszego prawa do wymogów Unii Europejskiej - dodał.
Eksperci podkreślają również, że groźne jest przeświadczenie, iż nowelizacja kodeksu pracy rozwiąże wszystkie problemy, z jakimi boryka się nasza gospodarka. - Ludzie odpowiedzialni za polskie prawo mają bowiem poczucie dobrze wykonanej roboty i nie koncentrują swoich wysiłków na zamianach, które tę poprawę mogłyby zapewnić - powiedział K. Dzierżawski.