Reklama

Błędy w oszacowaniu inflacji

Marcin Kaszuba Dyrektor Biura Prasowego Ministerstwa Finansów

Publikacja: 22.08.2002 09:20

W komentarzu Pana Marka Siudaja zatytułowanym "Mniej sprytny minister. Nie da się poczekać" opublikowanym na łamach PARKIETU 20 bm. autor zarzuca ministrowi Grzegorzowi W. Kołodko błędy w oszacowywaniu inflacji. Pan Sadlej (Siudaj - przyp. red.) pisze: "Do legendy już przeszło, jak za swojego poprzedniego ministrowania pomnażał dochody państwa, nie doszacowując zwykle inflacji. Powodowało to, że do budżetu wpływało nieco więcej, niż zaplanowano, dzięki czemu starczyło i na różne ekstra wydatki, i deficyt budżetowy był zwykle mniejszy od założonego".

Uczciwość i rzetelność każdego komentatora powinna jednak nakazywać weryfikację głoszonych tez z rzeczywistością. Nie wypada ona korzystnie dla autora komentarza. Grzegorz W. Kołodko pełnił funkcję Ministra Finansów od kwietnia 1994 r. do lutego 1997 r., był zatem odpowiedzialny za kształt trzech budżetów państwa. W budżecie państwa na 1995 r. planowany średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniósł 22,7%, natomiast wykonanie, wg danych GUS-u, wyniosło 27,8%. Był to jedyny rok, w którym planowana inflacja była wyraźnie wyższa od zrealizowanej. W 1996 r. w ustawie planowano inflację w wysokości 19,8% (wykonanie 19,9%), a w 1997 r. - 15,0% (14,9%).

Na niższe od zakładanych wydatki budżetowe w latach 1995-1997 decydujący wpływ miało ograniczenie środków na obsługę długu publicznego, a także oszczędności w dotacjach dla Funduszu Pracy, na zasiłkach rodzinnych oraz rezerwach celowych. Wyższe dochody od zakładanych w ustawie miały miejsce w 1995 r. i 1997 r. Były one m.in. wynikiem przekroczenia planowanych dochodów z tytułu prywatyzacji, zysku NBP, a także wyższych od zakładanych dochodów jednostek budżetowych. W 1996 r. zakładany poziom dochodów nie został zrealizowany głównie za sprawą mniejszych wpływów z podatku akcyzowego, podatku dochodowego od osób fizycznych oraz wpłat do budżetu państwa z zysku NBP.

Zarzut autora wobec mniejszego od zakładanego w ustawie budżetowej deficytu budżetowego może dziwić. Tego rodzaju krytyka oznacza, że w sytuacji wyższych dochodów Minister Finansów powinien w takiej sytuacji zwiększać wydatki w celu osiągnięcia zakładanego deficytu. Czyżby autor komentarza optował za polityką zmniejszania restrykcyjności budżetu?

Zachęcamy Pana Siudaja do bardziej szczegółowej lektury sprawozdań z wykonania budżetu państwa w poszczególnych latach. Tylko w ten sposób można bowiem ominąć rafy nieobiektywnych oraz powierzchownych ocen, nie mających nic wspólnego z obiektywnym dziennikarstwem.

Reklama
Reklama

Nie ustosunkowujemy się do obaw Pana Siudaja, zaprezentowanych w dalszej części komentarza. Na ocenę przyjdzie bowiem czas po realizacji zakładanego programu.

***

Od autora

Nie da się ukryć, że Pan Dyrektor Marcin Kaszuba trafił celnie - wytknął mi pomyłkę i dołożył argumentami. W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak tylko przyznać się do błędu. Rzeczywiście, w 1996 r. inflacja średnioroczna była bliska tej, którą założono w budżecie (w przeciwieństwie do inflacji rok do roku, która była w rzeczywistości wyższa niż zaplanowano w budżecie). To, że w 1995 r. była sporo wyższa, obaj wiemy. A co do roku 1997 to, z całym szacunkiem wobec Pana Wicepremiera Grzegorza Kołodki, większy wpływ na realizację budżetu ma jego wykonawca czy - w tym przypadku - wykonawcy niż konstruktor. Bo gdyby było inaczej, to w 1994 r., kiedy to Pan Grzegorz Kołodko wprowadził się do Ministerstwa Finansów, inflacja średnioroczna wyniosłaby 27%, jak zapisano w budżecie, a nie 32,2%, jak wyliczył GUS. Ale jako człowiek ugodowy, nie będę się spierał z Panem Kaszubą i zaproponuję remis, pomyliłem się w 50%.

Co do tego, że na wyższe dochody budżetu wpływ miała nie tylko inflacja, też obaj jesteśmy zgodni. Rozumiem, że Pan Kaszuba wyraził w ten sposób żal, że nie opisałem pełni zasług Pana Wicepremiera Grzegorza Kołodki, ale nie pozwalała na to szczupła objętość tekstu. Obaj wiemy, że za jego kadencji gospodarka polska osiągnęła taką stopę wzrostu gospodarczego, jakiego ani wcześniej, przed rozpoczęciem transformacji, ani potem nie udało się uzyskać.

Nie do końca jednak pojmuję, dlaczego Pan Kaszuba wnioskuje, że jestem zwolennikiem zwiększania wydatków przy rosnących dochodach, aby utrzymać zakładany deficyt. Wyjaśniam więc, że jestem przeciwnikiem deficytu budżetowego w każdej postaci i wyrażam ubolewanie, że gdy za czasów ministrowania Grzegorza Kołodki toczyła się debata nad nową konstytucją, nie znalazł się w niej zapis, nakazujący zrównoważenia budżetu.

Reklama
Reklama

Rozumiem też, że przedstawicieli Ministerstwa Finansów zaboleć mogło sformułowanie, iż Pan Grzegorz Kołodko - moim zdaniem - nie wierzy, że oddłużenie firm spowoduje, iż staną się one dobrze zarządzane i dochodowe. No cóż, wynika to po części z faktu, że nie udało mi się go o to zapytać osobiście, bo mimo moich próśb o umożliwienie mi przeprowadzenia wywiadu z Panem Ministrem - nadal czekam na spotkanie.

Jednak cały mój komentarz dotyczył czego innego - czyli konieczności zreformowania wymiaru sprawiedliwości, a przede wszystkim - usprawnienia sądów. I choć nadal uważam, że Panu Grzegorzowi Kołodce nie uda się tego dokonać, to od razu mówię - trzymam za niego kciuki i bardzo chciałbym być w tej dziedzinie złym prorokiem. Czego sobie, Panu Wicepremierowi i Czytelnikom PARKIETU życzę.

***

Mam nadzieję, że tekst tej odpowiedzi pojawi się na osławionej stronie internetowej Ministerstwa Finansów ze sprostowaniami. Bo byłoby uczciwie zapoznać jej Czytelników z argumentami drugiej strony. Czyż nie, Panie Dyrektorze?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama