Komisja Energetyki i Handlu usiłuje dociec, czy w przypadku przeprowadzonej przez Stewart transakcji doszło do naruszenia prawa o "insider trading". Gwiazda amerykańskiej telewizji, która zdobyła sławę udzielając porad dla gospodyń domowych, pozbyła się w grudniu ub.r. 4000 akcji ImClone, na dzień przed ogłoszeniem, że spółka nie otrzymała federalnej licencji na sprzedaż nowego preparatu antyrakowego. Wiadomość o spodziewanym spadku kursu ImClone mogła otrzymać od szefa spółki Samuela Waksala, który sam jest oskarżony o "insider trading" na dużo większą skalę. Marthy Stewart utrzymuje, że zleciła automatyczną sprzedaż papierów w przypadku spadku kursu ImClone poniżej progu 60 USD i nic nie wiedziała o odrzuceniu zgody na dystrybucję leku. Wersji tej nie podtrzymuje jednak jej makler z Merrill Lynch.

Marthy Stewart bardzo długo opierała się żądaniom przekazania dokumentów. Ustąpiła dopiero wtedy, gdy komisja zagroziła wysunięciem oskarżenia o obrazę powagi Kongresu. Dokumenty trafiły na Kapitol zaledwie na kilka minut przed ostatecznym terminem wyznaczonym przez gniewnych kongresmenów.

Członkowie Kongresu chcą jednak porozmawiać ze M. Stewart osobiście. Decyzja, czy dojdzie do formalnego wysłania do niej nakazu stawienia się przed komisją, zapadnie po 5 września. - Chcemy, żeby tu się pojawiła i opowiedziała, jak wygląda jej wersja całej historii - deklaruje republikański kongresman James Greenwood. Stewart robi wszystko, aby nie zjawić się przed obliczem komisji. Przesłuchania byłyby bowiem publiczne i przyciągnęłyby ogromną uwagę mediów, co odbiłoby się na jej wizerunku. Nieostrożnie wypowiedziane słowo mogłoby zaszkodzić też gwieździe w toczących się dochodzeniach w Departamencie Sprawiedliwości i SEC.

Kłopoty odbiły się negatywnie na jej własnej firmie - Martha Stewart Living Omnimedia. Od momentu, gdy afera wyszła na jaw, akcje tej spółki straciły na wartości ponad 50%.