Jak Pan ocenia obecną sytuację spółki?
Jesteśmy na etapie najbardziej głębokich przemian w procesie restrukturyzacji finansowej. Wkrótce uprawomocni się porozumienie układowe. Drugi etap to konwersja długów na akcje - z większością wierzycieli mamy już podpisane wstępne porozumienia. Dojdzie też do konwersji zadłużenia krótkoterminowego na długoterminowe w przypadku banków, które miały zabezpieczone wierzytelności. Te trzy ruchy dadzą nam stabilność i zwiększą możliwości finansowania. Chcemy jednak zmienić sposób pozyskiwania środków. Będziemy starali się o kredyty na konkretne transakcje, a nie ogólnie dla spółki. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja firmy nie jest jeszcze stabilna i dotychczasowe metody finansowania nie wchodzą w grę.
Ostatnio Stalexport przekazał dwie negatywne informacje: w sprawie 80 mln zł rezerwy na należności od Huty Ostrowiec oraz na temat zamiaru scedowania na spółkę zależną koncesji na budowę autostrady A4. Warunkiem przesunięcia koncesji jest jednak nowelizacja przez parlament ustawy o budowie autostrad, a wiadomo, że nie jest to proste.
Choć na ten rok założyliśmy stratę, to jednak upadłość Huty Ostrowiec okazała się dla nas niemiłą niespodzianką. Rozumiem, że upadłość jest zawsze możliwa, ale poprzedni zarząd huty opracował, zaakceptowany przez Ministerstwo Gospodarki, program restrukturyzacji finansowej. Nowy zarząd nie podjął żadnych prób, by go sfinalizować. Ogłoszenia upadłości dokonano więc niezgodnie z prawem, ponieważ wcześniej sąd powinien umorzyć postępowanie układowe jako niemożliwe do zrealizowania.
Jednak zarówno upadłość Huty Ostrowiec, jak i budowa autostrad, z punktu widzenia przepływów finansowych spółki, mają neutralny charakter. Pierwsze wpływy z autostrad do kasy Stalexportu przewidywane są dopiero na 2008 r., a wówczas powinno właśnie nastąpić zamknięcie postępowania układowego.