Przez wiele miesięcy kurs Wólczanki utrzymywał się na poziomie 10-11 zł, przy bardzo niskim wolumenie obrotów, rzadko przekraczającym kilkaset sztuk. Niska płynność akcji powodowała, że nie reagował - ani pozytywnie, ani negatywnie - na informacje pochodzące ze spółki. Te w ostatnim czasie nie były najlepsze i dotyczyły głównie kwestii poręczenia dla WLC Inwest. Dobrą informacją było przystąpienie przez firmę do działań restrukturyzacyjnych zgodnych z rekomendacjami zatrudnionego przez nią doradcy.

Sytuacja, jeśli chodzi o notowania spółki, zmieniła się niedawno. Wolumen na ostatnich sesjach wzrósł do kilku tysięcy akcji, a kurs poszedł ostro w dół. Na wczorajszym zamknięciu za akcję Wólczanki płacono 6,75 zł (spadek o 1,5%). Wolumen obrotów wyniósł wczoraj 2,4 tys. papierów.

Z naszych informacji wynika, że podaż w ostatnim czasie pochodzi z Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska i jest efektem pęknięcia zabezpieczeń kredytowych dwóch inwestorów indywidualnych. Najprawdopodobniej chodzi o osoby zasiadające w radzie nadzorczej Energomontażu Południe. Jeśli to prawda, zwiększona podaż może się utrzymywać aż do wyczerpania się ich puli akcji. Nie chodzi jednak o inwestorów z grona największych akcjonariuszy firmy, a więc w sumie nie mają oni więcej niż 180 tys. akcji (nie osiągnęli bowiem progu 5% głosów na WZA).

Na razie zwiększona wymiana akcji nie doprowadziła do żadnych zmian w gronie kluczowych udziałowców odzieżowego przedsiębiorstwa. Prawie 25% kapitału kontroluje Stanisław Gasinowicz, blisko 10% ma Piotr Michałowski. W rękach Renaty Gasinowicz oraz Artura i Izabeli Kowalczyków znajdują się pakiety po ponad 7% walorów.

Bardzo niska płynność akcji w ostatnich miesiącach wskazuje, że koncentracja kapitału w firmie jest wyższa od tej, na jaką wskazuje zaangażowanie największych akcjonariuszy. Prawdopodobnie znaczna część walorów znajduje się w rękach podmiotów, które zgromadziły niewiele mniejsze niż 5-proc. pakiety akcji i nie musiały się ujawniać.