Nortel zamierza do końca bieżącego roku zredukować zatrudnienie o 7 tys. osób, do 35 tys. Cięcia kadrowe będą więc większe, niż wcześniej zakładano. Pierwotnie liczba pracowników miała spaść do 42 tys., ale już w końcu września br. rzecznik koncernu Tina Warren zapowiedziała, że sprzedaż w trzecim kwartale br. spadnie o ok. 10% w stosunku do poprzedniego kwartału, kiedy wyniosła 2,77 mld USD. Wcześniejsza prognoza mówiła, że sprzedaż w bieżącym kwartale może się tylko nieznacznie zmienić.

Kłopoty Nortela wynikają przede wszystkim ze spadku popytu na jego produkty ze strony najważniejszych klientów, jakimi są amerykańskie koncerny telekomunikacyjne. Jeden z najważniejszych partnerów kanadyjskiej firmy - Global Crossing - złożył wniosek o upadłość, inni, tacy jak np. Sprint, wdrożyli programy oszczędnościowe, polegające m.in. na redukcji wydatków. - Warunki rynkowe, w jakich przyszło działać Nortelowi, są naprawdę bardzo trudne. Taka dekoniunktura trwa już od dwóch lat i prawdopodobnie potrwa jeszcze przynajmniej rok - ocenia cytowany przez Bloomberga Jim Lyon z funduszu Oakwood Capital Management, który pozbył się akcji Nortela już w lutym ub.r.

W styczniu 2000 r., w szczycie tzw. internetowej hossy, Nortel zatrudniał 94,5 tys. osób. W ostatnim kwartale 2000 r. osiągnął on rekordową sprzedaż na poziomie 8,8 mld USD. Przez ostatnie 10 kwartałów spółka informowała jednak o stratach. Obecne prognozy zarządu zakładają, że może ona wypracowywać zyski począwszy od drugiego kwartału 2003 r.

Obniżenie prognozy i zapowiedź większych cięć etatów pobudziły wczoraj wyprzedaż akcji Nortela, a także innych spółek z branży na czołowych światowych rynkach. W porannych notowaniach na giełdzie frankfurckiej walory kanadyjskiej firmy staniały aż o 13%. Od szczytu zanotowanego w lipcu 2000 r. kurs akcji Nortela w Nowym Jorku spadł aż o 98,5%.