Aby utrzymać się na powierzchni, a raczej w powietrzu oraz otrzymać kolejne kredyty gwarantowane przez rząd federalny, drugi przewoźnik powietrzny na świecie powinien natychmiast ograniczyć koszty własne o 2,5 mld USD. W sumie oszczędności powinny wynieść ponad 9 mld USD w ciągu najbliższych sześciu lat. Oprócz kolejnego ograniczenia liczby obsługiwanych rejsów i wyłączenia z eksploatacji starszych samolotów, United mają tylko jedno wyjście - szukać oszczędności w kosztach robocizny. Plan ten jednak kategorycznie odrzucił związek zawodowy pilotów ALPA. Co znamienne, związek ten jako jedyny zgodził się wcześniej na 10-procentowe obniżenie uposażeń. Pozostałe dwa związki - mechaników i stewardes w ogóle nie zgadzają się na żadne redukcje. Tylko "nieuzwiązkowionym" pracownikom zdołano obniżyć uposażenia o 5%.
Kilka dni temu UA zapowiedziały, że jeśli nie uda im się ograniczyć wydatków do jesieni, będą musiały ogłosić bankructwo. Sytuację komplikuje fakt, że związki zawodowe kontrolują pokaźną część UAL - spółki-matki linii United. Pracownicy stanęli więc przed dylematem - albo zgodzą się na obniżkę uposażeń, albo stracą nie tylko pracę, ale także kontrolę nad całą firmą. Rzecznik prasowy związku ALPA Steve Dereby powiedział wręcz, że propozycja byłaby łatwiejsza do strawienia, gdyby we władzach spółki znajdowały się osoby zdolne do właściwego umotywowania zatrudnionych. Związek zawodowy mechaników stwierdził, że nie będzie z nikim rozmawiał, dopóki United nie będą miały nowego dyrektora wykonawczego. Obecnie Jack Creighton pełni jedynie tymczasowo obowiązki CEO.
Analitycy przestrzegają, że odwlekanie zgody na cięcia płac nawet o kilka tygodni może zakończyć się tragicznie. United będą musiały szukać szansy na reorganizację pod osłoną prawa o bankructwie, a to może oznaczać jeszcze głębszą redukcję etatów i utratę wpływu związkowców. O ile w ogóle reorganizacja się powiedzie.