Głównym czynnikiem determinującym zachowanie naszego parkietu w dłuższej perspektywie jest bez wątpienia pogarszająca się ponownie kondycja światowych rynków akcji. Po miesięcznym odreagowaniu możemy wręcz mówić o początkowej fazie powrotu do bessy. Taka diagnoza wydaje się poprawna, jeśli wziąć pod uwagę ostatnie dane makroekonomiczne z USA.
Szczególnie niepokoi nieoczekiwany spadek w lipcu indeksu zaufania Conference Board. Jest to tym bardziej istotna informacja, że indeks ten, w przeciwieństwie do wskaźnika liczonego przez Uniwersytet Michigan, nie uwzględnia nastrojów na rynku akcji, więc jest "oczyszczony" ze zniekształcenia, jakie mogło spowodować miesięczne (chyba złudne) ocieplenie klimatu na amerykańskich giełdach. Otrzymaliśmy poważne ostrzeżenie, że realizacja pesymistycznych przewidywań, zakładających ograniczenie wydatków konsumpcyjnych i na końcu załamanie na rynku nieruchomości, nie jest wcale taka daleka.
We wtorek opublikowany zostanie indeks ISM (dawny NAPM) za sierpień. Spodziewana jest jego symboliczna poprawa, do 51 pkt. z lipcowych 50,5 pkt. W piątek z kolei poznamy sierpniową stopę bezrobocia w USA. I tu też trudno być optymistą, a przecież sytuacja na rynku pracy jest ściśle powiązana z wielkością wydatków z budżetów domowych. Ubiegłotygodniowy raport o liczbie nowo zarejestrowanych bezrobotnych pokazał, że pierwszy raz od dłuższego czasu przekroczyła ona 400 tys. osób. Uznaje się to za sygnał, że bezrobocie będzie rosnąć, więc oczekiwania wzrostu jego stopy do 6% są jak najbardziej uzasadnione.
Obawy o stan amerykańskiej gospodarki i powrót bessy na światowe parkiety widać na rynku walutowym. Euro dotarło do kluczowego w krótkim okresie poziomu 0,9850 za USD, co znacznie przybliżyło chwilę zakończenia rozpoczętej w połowie lipca korekty i powrotu do tendencji zwyżkowej, jaka trwa od ponad roku. Wnioski z analizy technicznej są jednoznaczne i po przekroczeniu przez euro poziomu 0,9850 za USD pozwalają spodziewać się ponownego przekroczenia parytetu i dotarcia przynajmniej do 1,052. Ewidentna jest korelacja między słabnącym dolarem a spadającymi indeksami w USA.
Umacniające się euro do dolara powinno wpłynąć na notowania złotego. Przekroczenie poziomu 4,11 zł otworzy drogę do osiągnięcia ceny najpierw 4,24 zł, a niewykluczone że nawet 4,5 zł. Głównym poszkodowanym w takiej sytuacji może być TP SA, gdzie znów pojawi się zagrożenie wzrostem kosztów obsługi zadłużenia. Zniżka poniżej 12,30 zł prawdopodobnie rozpocznie kolejny etap przeceny, która powinna sprowadzić kurs spółki poniżej 10 zł. Teoretycznie na drożejącym euro będzie korzystał KGHM, ale ten pozytywny czynnik w dużym stopniu będzie neutralizowany przez zniżkujące ceny miedzi i wątpliwości wokół Telefonii Lokalnej.