- Inwestorzy tracą nadzieję, i to jest przyczyną kolejnych spadków na giełdzie. Rząd nie podjął bowiem żadnych kroków, aby rozwiązać problemy finansowe kraju - powiedział agencji Bloomberga Shigeharu Shiraiashi, dyrektor SG Yamaichi Asset Management, która zarządza 22 mld USD. Na nastroje inwestorów z tokijskiej giełdy niekorzystnie wpływają też pogarszające się prognozy wzrostu gospodarczego w Japonii i w Stanach Zjednoczonych. Wprawdzie wzrost PKB Japonii w II kwartale był większy o 0,5% niż się spodziewano, ale równie niespodziewanie w lipcu po raz drugi z rzędu spadła produkcja przemysłowa, a z innych danych wynika, że nadal pogłębia się deflacja.
Indeks Nikkei 225 spadł na wczorajszym zamknięciu o 3,2%, do 9 217,04 pkt., a więc poziomu najniższego od 19 września 1983 r. Indeks szerokiego rynku Topix, w którego skład wchodzi 1506 spółek, stracił 2,8%, a jego wczorajsza wartość 902,24 była najniższa od 25 grudnia 1984 r.
Najbardziej na wtorkowej sesji spadły akcje japońskich banków po tym, jak burmistrz Tokio Shintaro Ishihara powiedział, że nadzór rynku ukrywa rozmiary problemów Mizuho. Minister finansów Masajuro Shiokawa przyznał zaś, że nie ma żadnych planów powstrzymania spadku Nikkei, który stracił w tym roku 11%, co spowodowało zmniejszenie wartości akcji, które bank ten ma u swoich najlepszych klientów.
Kurs papierów Mizuho spadł o 9,2%, a więc najbardziej od 25 września ub.r. Na tych akcjach był też wczoraj trzeci co do wielkości obrót, a właściciela zmieniły walory warte 19 mld jenów. - Mizuho wciąż nie może uporać się ze złymi kredytami i ma kłopoty z systemem komputerowym - powiedział Masanao Yoshitake z Meiji Dresdner Asset Management, zarządzającej 1 mld USD.
Akcje czwartego pod względem wielkości aktywów japońskiego banku UFJ Holdings straciły wczoraj 6,1%, a piątego - Mitsubishi Tokyo Financial - spadły o 6,9%. Na papierach czwartego na świecie banku Sumitomo Mitsui odnotowano zaś spadek o 8%.