Wczorajsza sesja była wyraźną kontynuacją czarnego wtorku. Skala zniżki indeksów była wprawdzie nieco mniejsza, ale i tak spowodowała znaczne uszczuplenie wartości portfeli, a przy okazji zmienili się liderzy tendencji. Tym razem pierwsze skrzypce grał Softbank przeceniony chwilami o ponad 20%, a sekundował mu powiązany z nim kapitałowo Prokom, choć w drugim przypadku spadek nie był tak drastyczny. Również Elektrim nie będzie mógł wczorajszych notowań zaliczyć do szczególnie udanych, chociaż po tak mocnej obniżce ceny można mieć nadzieję na korekcyjne odbicie do góry. Warszawski holding niejednokrotnie już udowadniał, że potrafi zaskoczyć nawet najtęższe umysły, dlaczego więc teraz miało by być inaczej? Bankructwo tej spółki, mimo że niemal ogłoszone przez analityków, wcale nie jest jeszcze przesądzone.

Drugi dzień dynamicznych spadków każe odłożyć na dno szuflady scenariusze, zakładające szybki koniec bessy. Wygląda na to, iż niebawem rynek będzie testować poziom ostatniego dna na WIG20 i teoretycznie spadki mogłyby się tam zakończyć. Dynamika tendencji, jak również otoczenie makroekonomiczne nie wskazują jednak, aby tak właśnie miało się stać. Jasne jest, że oznaki ożywienia naszej gospodarki nie będą wiele warte, jeśli gospodarki naszych partnerów zagranicznych nie wyjdą na prostą. Niestety, wskaźniki produkcyjne w strefie euro spadły kolejny miesiąc z rzędu, zatem obawy o rozwój gospodarczy Polski są mocno uzasadnione. Jeśli weźmie się przy tym pod uwagę zbliżające się wybory i związaną z nimi, "kiełbasę wyborczą" (która może zaszkodzić nam wszystkim w przyszłym roku), to próby zlokalizowania końca bessy w najbliższej przyszłości należy uznać za mocno ryzykowne.