Przecena na głównych światowych rynkach akcji skłania inwestorów o bardziej wysublimowanym dowcipie do tworzenia powiedzeń, trafnie oddających ciężki los posiadaczy akcji w ostatnich dniach. Na Wall Street sporym powodzeniem cieszy się parafraza słynnej piosenki urodzinowej. Wielu inwestorów zamiast "happy birthsday to you" (wszystkiego najlepszego z okazji urodzin) śpiewa "happy bearsday to you" (wszystkiego najlepszego z okazji dnia niedźwiedzia).
Indeksy coraz bardziej oddalają się od sierpniowych wierzchołków i trudno znaleźć inwestorów oczekujących poprawy koniunktury. Wskaźniki amerykańskie znajdują się wciąż nad wsparciami z końca lipca. Najbliżej przełamania tego poziomu jest Nasdaq Composite. Zbliża się rocznica 11 września, a wraz nią rosną obawy o ponowny zamach terrorystyczny. Ostatnie doniesienia ze sceny politycznej wskazują, że do Zatoki Perskiej został wysłany amerykański transport broni pancernej. Z pewnością nie został on tam wysłany na przejażdżkę.
Konflikt na Bliskim Wschodzie jest coraz bardziej realny. Ceny ropy naftowej rosną dyskontując to ryzyko. Problem w tym, że konflikt w tym regionie nie pozostanie bez echa na całym świecie. W okresach niepewności inwestorzy przezornie pozbywają się aktywów, a w szczególności tych najbardziej ryzykownych, czyli akcji.
Dane makroekonomiczne mocno rozczarowują kapitałodawców. Ożywienie w gospodarce w tym roku to rzecz mało proawdopodobna. W końcu double dip za pasem. O zyski spółek będzie zatem krucho i na poprawę mianowników P/E nie ma co liczyć.
Do tego dochodzi przełamanie długoterminowego wsparcia na japońskim Nikkei 225. Okazało się, że trend boczny z przełomu września 2001 r. i sierpnia tego roku był tymczasowym przystankiem na drodze ku poziomowi tego indeksu sprzed trzydziestu lat. Rynki dyskontują przyszłość, a w przypadku Japonii z pewnością nie wygląda ona dobrze.