Takie posunięcie jest zrozumiałe ze względu na konieczność zagwarantowania bezpieczeństwa realizacji transakcji, z drugiej jednak strony, czyni ten instrument coraz mniej atrakcyjnym w oczach inwestorów. Główny czynnik, który przyciąga spekulantów do kontraktów, to wysoka dźwignia finansowa. Tej, przy blisko 70--proc. depozycie, już praktycznie nie ma. Wstępny depozyt dla pozostałych klas kontraktów nie przekracza 19%. Także fakt, że samo odrobienie prowizji zapłaconej za kupno i sprzedaż (w sumie około 30 zł) wymaga obecnie (przy kursie Elektrimu 1,2 zł) zmiany ceny tego instrumentu o ponad 8%, jest kolejnym argumentem przemawiającym za zrezygnowaniem ze spekulowania kontraktami.
Wprawdzie futures na Elektrim pod względem wolumenu i otwartych pozycji wciąż pozytywnie wyróżniają się na tle pozostałych kontraktów akcyjnych, ale wiele wskazuje na to, że czas tych papierów już się kończy. Po wygaśnięciu serii wrześniowej (20.09.2002 r.), na której skupia się handel, zainteresowanie tymi instrumentami najprawdopodobniej zdecydowanie spadnie. Aby powtórzyć wyczyn z ostatnich sesji, kiedy blisko 50-proc. spadek kursu Elektrimu pozwolił zarobić na krótkiej pozycji w kontrakcie około 150%, przy obecnym depozycie potrzeba spadku instrumentu bazowego dokładnie do zera lub w przypadku długiej pozycji, wzrostu o około 100%.
Mimo coraz większej niepewności co do losów samej spółki oraz coraz mniejszej atrakcyjności kontraktów dla inwestorów Robert Kosowski z GPW informuje, że na razie giełda nie zamierza ani ingerować w standard tych instrumentów, ani nie rozważa ich wycofania z obrotu. Paweł Popławski z KDPW przyznaje natomiast, że dopóki nie wyjaśni się sytuacja wokół Elektrimu, obniżenie depozytu dla kontraktów na tę spółkę nie wchodzi w grę.