Uczestników międzynarodowego rynku naftowego zaskoczyła w czwartek wiadomość o 2-proc. spadku w zeszłym tygodniu zapasów ropy w USA. Znalazły się one na poziomie niższym niż zwykle o tej porze roku, co wywołało obawy, że podczas zbliżającego się sezonu zimowego, gdy rośnie popyt, mogą wystąpić trudności z zaopatrzeniem rynku. Niepokój ten wydaje się tym bardziej uzasadniony, że prezydent George W. Bush jest zdecydowany zaatakować Irak, a wojna z tym krajem może ograniczyć dostawy z Bliskiego Wschodu. Oprócz ropy zmniejszyły się również amerykańskie zapasy benzyny. W dalszym ciągu niepewność na rynku paliw płynnych zwiększało oczekiwanie na mającą się odbyć za dwa tygodnie konferencję OPEC oraz decyzję tego ugrupowania w sprawie wielkości wydobycia. W tej atmosferze notowania ropy wykazywały wczoraj skłonność do wzrostu i w Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w październiku płacono po południu 27,50 USD, wobec 27,10 USD dzień wcześniej.

Rosnące niebezpieczeństwo wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie, a także zbliżająca się rocznica ataku terrorystycznego na USA i niższe notowania na europejskim rynku akcji zwiększyły znów atrakcyjność złota jako bezpiecznej lokaty kapitałów. Kruszec ten zdrożał wczoraj w Londynie do 317,25 USD za uncję z 314,6 USD w środę.

Tymczasem notowania miedzi spadły do najniższego poziomu od początku roku. Środowy wzrost okazał się bowiem krótkotrwały, a w czwartek do zniżki przyczyniły się dane statystyczne, które wykazały spadek zamówień w niemieckim przemyśle, oraz wyraźna tendencja zniżkowa na rynku akcji. Na Londyńskiej Giełdzie Metali tona miedzi w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała po południu 1476 USD, wobec 1494 USD w końcu sesji środowej.