W swoim oświadczeniu po zamknięciu giełdy londyńskiej koncern British Energy zapewnił, iż rząd zgodził się rozpocząć rozmowy o wsparciu finansowym, mającym zapewnić dalekosiężną restrukturyzację firmy. Dalsza część brzmiała jednak mniej optymistycznie: "Jeśli negocjacje nie zakończą się sukcesem, przedsiębiorstwo może nie być w stanie wypełnić swoich finansowych zobowiązań, w związku z czym BE może zostać zmuszona do rozpoczęcia procedury upadłościowej". Zarząd jednak ma podstawy przypuszczać, iż dyskusje z rządem przyniosą skutek, nie ma jednak pewności, jak przyjmą to inwestorzy".

Brytyjskie Ministerstwo Handlu i Przemysłu dało wstępnie do zrozumienia, iż wesprze atomowego giganta. - Rząd ma obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa elektrowniom jądrowym. Dlatego uczestniczymy w całym procesie - brzmiały słowa rzecznika ministerstwa. Bank inwestycyjny Credit Suisse First Boston już zapowiedział, iż rząd brytyjski wyznaczył mu doradczą funkcję konsultanta w sprawie nadzwyczajnego pakietu pomocy, mającego utrzymać British Energy na rynku.

W związku z kłopotami, wytwarzający ponad 20% brytyjskiego prądu BE szuka kupca na swoje udziały w elektrowniach atomowych w USA. W grę wchodzi m.in. 50% akcji spółki Amergen, przedsiębiorstwa prowadzącego trzy elektrownie atomowe na terenie Stanów Zjednoczonych. Wartość tych walorów - zdaniem analityków - waha się w granicach 200-300 mln funtów. Kłopoty gotówkowe British Energy wiążą się z bardzo niskimi cenami prądu w Wielkiej Brytanii. Nie pomogły także ostatnie kłopoty z systemem chłodniczym w dwóch reaktorach jądrowych na terenie Szkocji. Po wykryciu defektu reaktory musiano zamknąć.

Wartość British Energy spadła w ciągu ostatnich 12 miesięcy z 1,5 mld funtów do 501 mln funtów obecnie.