Przy tak słabym i wrażliwym rynku jak obecnie wystarczy jedna choć trochę lepsza wiadomość, by akcje zaczęły drożeć lub nieco gorsza, by znowu taniały.
W piątek zza oceanu napłynęły dobre informacje. Stopa bezrobocia w USA spadła w sierpniu do poziomu najniższego od pięciu miesięcy i wyniosła 5,7% wobec 5,9% w lipcu. Z dokładniejszej lektury raportu Departamentu Pracy wynika jednak, że w całej gospodarce przybyło 39 tys. miejsc i głównie były to etaty tworzone przez rząd. A trwałe ożywienie w tamtejszej gospodarce zacznie się dopiero wtedy, gdy miesięcznie będzie przybywało 100-150 tysięcy miejsc pracy.
Ale mimo, że te dane nie okazały się tak optymistyczne, jakby się chciało, indeksy amerykańskich giełd poszły w piątek do góry. Była to zapewne również korekta po znacznych spadkach z poprzednich dni. Do godz. 18.00 naszego czasu Dow Jones zyskał 1,74%, a Nasdaq nawet 3,4%.
Na dane z amerykańskiego rynku pracy wyraźnymi wzrostami zareagowały także indeksy głównych giełd europejskich. Zaczął się piątek na tamtejszych rynkach dość niemrawo. Inwestorzy dobrze przyjęli bowiem mniejszą od spodziewanej redukcję prognozy przychodów Intela w III kw., dzięki czemu zdrożały akcje Infineonu, STMicroelestronics i Nokii. Te ostatnie aż o 4,7%. Ale popsuły nastroje inwestorów dane o najniższym od pół roku wskaźniku zaufania włoskich przedsiębiorców. Na zamknięciu CAC-40 wzrósł jednak o 3,42%, FT-SE o 2, 4%, a DAX do 18.00 zwyżkował o 2,96%. Tak więc wzrostami zakończyły europejskie giełdy tydzień, który był najgorszy od półtora miesiąca. Do czwartku indeks Dow Jones Stoxx 50 stracił 5,8% i spadły kursy akcji wszystkich tworzących go akcji poza trzema.
Wzrosty odnotowano w piątek też na najważniejszych giełdach wschodnioeuropejskich. Indeks BUX w Budapeszcie zyskał 1,09%, moskiewski RTS - 1,12%. Największym optymizmem wykazali się inwestorzy w Pradze, gdzie główny wskaźnik tamtejszej giełdy wzrósł o 2,26%.