Do końca września Rada Ministrów ma przedstawić Sejmowi projekt budżetu. Prawdopodobnie więc debata nad nim przypadnie w czasie kampanii wyborczej do samorządów. Przyspieszone podwyżki dla nauczycieli, a także realny wzrost wskaźników wynagrodzeń budżetówki oraz rent i emerytur to pierwsze sygnały przedwyborczego złagodzenia polityki fiskalnej. Eksperci spodziewają się, że parlamentarzyści mogą jeszcze "popuścić pasa".
Zmienią wskaźnik inflacji
Wyborczych prezentów nie da się raczej sfinansować większym wzrostem PKB. Rząd związał ręce posłom, rewidując własną prognozę. Prawdopodobnie zwiększone dzięki temu dochody mają posłużyć do ograniczenia deficytu budżetowego (szczegóły ciągle jeszcze nie są znane). Nominalna obniżka wydatków, wynikająca z korekty prognozy inflacji, nie zredukowałaby niedoboru 38 mld zł. Informacje o takich planach Rady Ministrów trafiały ostatnio na rynek.
Sejm, żeby jeszcze bardziej zwiększyć dochody, będzie musiał sięgnąć po inny sposób. Np. zmieniając prognozę przyszłorocznej inflacji. Wyższy wzrost cen to m.in. większe wpływy z podatków pośrednich, głównie z VAT.
- To są najprostsze metody. Można też założyć większą ściągalność składek ubezpieczeniowych i podatków. Poza tym ostatnie obniżki stóp procentowych dają oszczędności na obsłudze długu publicznego - uważa Rafał Antczak, ekonomista Fundacji CASE.