Środowe notowania w Londynie przyniosły dalszy wzrost cen ropy. AmerykańskiDepartament Energetyki poinformował, że w ubiegłym tygodniu zapasy ropy w tym kraju spadły o 5,3 mln baryłek (1,8%), a rafinerie zwiększyły wykorzystanie mocy produkcyjnych o 0,7 pkt. proc., do 92,9%. Z kolei międzynarodowa agencja energetyczna (IEA), z siedzibą w Paryżu, wezwała wczoraj OPEC do zwiększenia produkcji uznając, że obecne zapasy tego surowca na świecie, a szczególnie właśnie w USA, są niebezpiecznie niskie. Jest to o tyle sytuacja groźna, że zbliża się sezon zimowy na północnej półkuli, a także rośnie prawdopodobieństwo konfliktu amerykańsko-irackiego, który może ograniczyć dostawy ropy z Bliskiego Wschodu. W takich okolicznościach za baryłkę gatunku Brent płacono w końcu wczorajszej sesji w Londynie 28,62 USD, wobec 28,58 USD dzień wcześniej.
W środę były kontynuowane zwyżki na rynku miedzi. Na londyńskiej giełdzie metali zdrożała ona o 0,6%, do 1553 USD za tonę, najwyższego poziomu od 6 tygodni. Istotnym bodźcem dla tego rynku była wciąż wtorkowa informacja, iż jeden z czołowych producentów miedzi - koncern Phelps Dodge czasowo zamknie dwie kopalnie w USA, by zredukować koszty działalności. Miedź stała się teraz obiektem zaufania spekulantów, choć wczoraj - ze względu na rocznicę 11 września - ich aktywność była nieco niższa.
Uroczystości rocznicowe znacznie też ograniczyły obroty na rynku złota, które w końcu dnia kosztowało w Londynie ok. 316 USD za uncję, o 1,5 USD mniej niż we wtorek. Kruszcu tego pozbywali się ci gracze, którzy przed 11 września zajęli pozycje na tym, uznawanym za bezpieczny, rynku w obawie, że w rok po tragicznych wydarzeniach w USA terroryści znów zaatakują.