Kurt Hellstroem zapowiada, że Ericsson zmniejszy do końca przyszłego roku wydatki operacyjne o 38 mld koron (4,1 mld USD), do 88 mld koron. Łącznie oszczędności mają sięgnąć aż 5,3 mld USD. To jest - jego zdaniem - warunek, który pozwoli w przyszłym roku spółce osiągnąć zysk.
Niepokoi jednak fakt, że szef szwedzkiej firmy mówi tylko o korzyściach, jakie przyniosą cięcia kosztów. Nie ma zaś większej nadziei na poprawę koniunktury w całej branży telekomunikacyjnej w najbliższym czasie. W 2001 r. po raz pierwszy w historii spadła sprzedaż telefonów komórkowych na świecie i w bieżącym roku będzie prawdopodobnie tak samo. - Nie możemy mieć decydującego wpływu na stan światowej gospodarki czy na kondycję całej branży telekomunikacyjnej. Natomiast możemy mieć wpływ, i czynimy to, tylko na stan własnego przedsiębiorstwa - tłumaczy szef zarządu Ericssona.
By osiągnąć planowaną redukcję kosztów szwedzki potentat zamierza m.in. zlikwidować znaczną część działów marketingowych. Z prawie stu takich jednostek na całym świecie, prawdopodobnie pozostanie ok. trzydziestu. Ericsson zmniejszy też nakłady na badania i rozwój, a także całkowicie zaprzestanie inwestycji w telefonię stacjonarną. O ile jeszcze w tym roku tylko 10% całej sprzedaży wypracuje dział specjalizujący się w produkcji nowoczesnych urządzeń wykorzystywanych w budowie sieci telefonii trzeciej generacji, to w 2005 r. udział ten ma wzrosnąć do 50%.
Wciąż też spekuluje się, że szwedzki koncern zrezygnuje z nieudanej współpracy z japońskim Sony. Obie firmy stworzyły spółkę joint venture, produkującą telefony komórkowe, a Ericsson miał zainwestować w nią do października 2003 r. 500 mln euro. Przed kilkoma dniami Kurt Hellstroem zapowiedział jednak, że finansowanie tego przedsięwzięcia może zostać zakończone, ponieważ nie przynosi ono oczekiwanych rezultatów.