Zarząd France Telecom stoi przed bardzo trudnym zadaniem. Już w przyszłym roku konieczne będzie zrefinansowanie długu o wartości 15 mld euro. Tymczasem rating obligacji telekomunikacyjnego giganta jest tylko nieznacznie wyższy od poziomu inwestycyjnego, a agencje ratingowe są coraz bardziej zaniepokojone jego sytuacją finansową.

Kierownictwo spółki ma też do rozwiązania spór z niemieckim operatorem MobilCom. 28,5% jego akcji należy do spółki zależnej France Telecom - Orange. Zgodnie z wstępnym porozumieniem, FT zobowiązał się finansować działalność MobilCom, ale w obecnej sytuacji za bardzo prawdopodobną uważa się rezygnację z niemieckiego rynku. Decyzja taka groziłaby upadłością drugiego co do wielkości operatora telefonii komórkowej w Niemczech, to zaś doprowadziłoby do procesu sądowego z jego największym udziałowcem - Gerhardem Schmidtem. Mogłoby też skomplikować francusko-niemieckie stosunki dyplomatyczne, gdyż ewentualne bankructwo tak ważnej firmy byłoby ciosem dla rządu kanclerza Gerharda Schrödera przed zbliżającymi się wyborami.

Dymisji szefa France Telecom Michela Bona, a także dyrektora finansowego Jean-Louisa Vinciguerry, domagają się już od pewnego czasu inwestorzy krytykujący kosztowne inwestycje, które pogrążyły firmę w olbrzymich długach, a kurs jej akcji spadł już w tym roku o trzy czwarte. Dziennik "Le Monde" poinformował wczoraj po południu, że Michela Bona może zastąpić dyrektor generalny Thomson Multimedia Thierry Breton, jednak wiadomość tę zdementowało ministerstwo finansów. Największym udziałowcem France Telecom pozostaje państwo, do którego należy 55,5% akcji. n