Po dość pojednawczym w tonie przemówieniu prezydenta Busha na forum ONZ, w czwartek wieczorem ceny ropy spadły aż o 2,3%. Uczestnicy rynku przestali się bowiem obawiać natychmiastowego ataku Stanów Zjednoczonych na Irak. Piątek jednak znowu przyniósł złe wiadomości dla użytkowników ropy naftowej. Najpierw, jeszcze przed godz. 9.00 rano czasu londyńskiego, zdrożała ona o 11 centów, do 28,96 USD za baryłkę, w elektronicznym obrocie na nowojorskiej Mercantile Exchange. Po otwarciu rynku w Londynie jej cena również wzrosła w stosunku do czwartkowego zamknięcia. Powodem było oświadczenie Busha, że będzie nalegał na ONZ, by szybko przyjęła ona rezolucję, umożliwiającą akcję militarną przeciwko Saddamowi Husajnowi.
Kilka godzin później wicepremier Iraku Tariq Aziz odrzucił żądania USA, by Irak zezwolił na bezwarunkowy powrót inspektorów wojskowych ONZ. Po opublikowaniu tej wiadomości cena ropy gatunku Brent z dostawą w październiku skoczyła w Londynie do 28,10 USD za baryłkę, a więc o 1,1%.
Obawy o ciągłość dostaw związane z napięciem wokół Iraku będą zapewne nadal utrzymywały cenę ropy na wysokim poziomie, zwłaszcza że sekretarz generalny OPEC Alvaro Silva zapowiedział, że na spotkaniu w przyszłym tygodniu organizacja ta nie zwiększy kwot wydobycia, gdyż obecny poziom jest wystarczający do pokrycia zimowego popytu.
Cena złota w piątek spadła w Londynie jedynie o 5 centów, do 318,8 USD za uncję, i w najbliższym czasie zapewne będzie zmierzała w kierunku 320 USD, gdyż znowu tanieją akcje na największych giełdach, a groźba wojny też skłania inwestorów do lokowania w te bezpieczne aktywa.
Z tych samych względów cena miedzi spadła w piątek w Londynie o 0,8% i za jej tonę płacono po południu 1526 USD.