Polskiemu rynkowi najmocniej pomogła wczoraj poranna przecena indeksów Eurolandu. Brzmi to paradoksalnie, ale moment rozpoczęcia handlu polskimi akcjami zbiegł się w czasie z odreagowaniem na zachodnich parkietach. To wzmocniło popyt na naszym rynku i już w pierwszej godzinie szybkim wzrostem indeks ustanowił maksimum sesji, w okolicy którego trwał w nudnej konsolidacji aż do zamknięcia.
Na kontraktach było nieco więcej emocji, głównie za sprawą zbliżającego się terminu wygaśnięcia wrześniowej serii. Specyfika polskiego rynku, na którym większość obrotu skoncentrowana jest na jednej serii kontraktów na WIG20, powoduje, że "przesiadanie" się na kolejną serię tworzy czasami wahania nie mające nic wspólnego z ruchem indeksu. Tak też było wczoraj, gdy wartość bazy zmieniała się jak w kalejdoskopie, wychodząc z -13 pkt. na +4 pkt. tylko po to, by skończyć znowu na minusie. Wszystko przy niemal poziomej linii na wykresie indeksu. Inwestorzy wykorzystali spokój na rynku kasowym do zamiany serii, a uwzględniając niski poziom obrotów w porównaniu z liczbą otwartych pozycji, wahań na bazie uniknąć się nie dało.
Od dzisiaj przebieg wykresów kontynuacyjnych wyznacza seria grudniowa, która od 4 lat kojarzy się ze zmianą trendu i wzrostem przed "efektem stycznia". Inwestowanie nie jest jednak tak proste, by zawsze można było każdej serii przypisać domyślne pozycje. Na razie zresztą kłopot jest z pozycją nie na 3 miesiące, ale na najbliższe dni, bo sygnały płynące z analizy trendu i wskaźników nie dają jasnej odpowiedzi, w którą stronę ruszy rynek, skazując inwestorów na czekanie na wybicie. Za takie można uznać wyjście indeksu nad opór w okolicach 1115 pkt. lub spadek poniżej wsparcia na 1065 pkt.