Cena ropy naftowej spadła wczoraj rano aż o ponad 4%, po tym jak Irak zgodził się na bezwarunkowy powrót inspektorów rozbrojeniowych ONZ.
Poranny spadek cen ropy był największy od prawie dwóch miesięcy. Uczestnicy rynku przyjęli bowiem zgodę Iraku na międzynarodową inspekcję jako sygnał, że przynajmniej w najbliższym czasie wojny w tym regionie nie będzie. A groźba jej wybuchu spowodowała wzrost cen ropy od początku czerwca o 14%. O oddalenie amerykańskiej akcji militarnej chodziło też władzom Iraku, bo wicepremier Tariq Aziz powiedział agencji France Presse bez ogródek, że zaproszenie inspektorów usuwa wszelkie preteksty do rozpoczęcia wojny przez USA.
Amerykanie nazwali decyzję Iraku taktycznym posunięciem w celu uniknięcia akcji zbrojnej. W każdym razie obniżyła ona wojenną premię w cenie ropy naftowej, ale jej nie usunęła. Premia ta obliczana jest na 2 do 3 USD na baryłce, a ropa przed południem maksymalnie staniała o 74 centy, później znowu trochę zdrożała.
Po południu na Międzynarodowej Giełdzie Naftowej w Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w listopadzie płacono 27,85 USD, a więc o 2,4% mniej niż na poniedziałkowym zamknięciu.
A jeśli groźba wojny rzeczywiście została oddalona, to maleją szanse na podniesienie kwot wydobycia przez OPEC. Większość członków tej organizacji, której ministrowie spotykają się jutro w Osace, uważa bowiem, że wysokie ceny ropy spowodowane są napięciem wokół Iraku, a nie popytem.