Po 11 września ubiegłego roku, gdy na giełdzie dominowały spadki, zdecydowanie wzrastał kurs akcji ACT Teleconferencing, Polycom oraz WebEx - producentów sprzętu do tele- i wideokonferencji.
Jednak w rok po atakach terrorystycznych akcje tych przedsiębiorstw są znacznie tańsze niż 10 września 2001 roku. Czy zatem wniosek, że zwiększone zainteresowanie technologiami umożliwiającymi konferowanie na odległość było jedynie elementem paniki, która po zamachach ogarnęła na krótko amerykańskie społeczeństwo?
"Na pewno nie" - stwierdza autor raportu opublikowanego na łamach "Boston Globe". Siłą napędową rozwoju nowych technologii telekomunikacyjnych okazuje się bowiem nie nagła awersja do latania - która szybko minęła - lecz konieczność obniżania kosztów prowadzenia działalności gospodarczej.
Zgodnie z przytaczanymi przez "Boston Globe" wynikami sondażu przeprowadzonego przez konsultingową firmę Wainhouse z Nowego Jorku na 700 biznesmenów 40% stwierdziło, że podróżują znacznie mniej dzięki nowoczesnym metodom konferowania na odległość. Także pytane przez gazetę korporacje potwierdziły, że coraz częściej korzystają z technologii konferowania na odległość. Np. FleetBoston zastępuje tele i wideokonferencjami podróże swoich pracowników do Brazylii, Argentyny oraz innych krajów Ameryki Południowej. Podobne metody stosuje John Hancock Financial Services. Pokój wideokonferencyjny zarządu Gillette w Bostonie jest wykorzystywany każdego dnia przynajmniej przez kilka godzin.
Firma konsultingowa Frost & Sullivan szacuje, że sprzedaż urządzeń oraz oprogramowania umożliwiającego organizowanie tele- i wideokonferencji wzrośnie na świecie z 819 mln USD w ubiegłym roku do 1,55 mld USD w 2005 r. Dochody z tego typu usług tylko w Stanach Zjednoczonych mają w omawianym okresie wzrosnąć z 1,68 mld USD do 2,54 mld USD.