Dla analityków informacja o ograniczeniu deficytu nie była zaskoczeniem. - Mogło na to wskazywać dotychczasowe wykonanie tegorocznego budżetu - uważa Iwona Pugacewicz-Kowalska, główna ekonomistka CA IB Securities. Poza tym, od samego początku swojego urzędowania G. Kołodko zapowiadał, że będzie dążył do zmniejszenia dziury budżetowej. Według niego, wielkość niedoboru ma wynieść w przyszłym roku 4,9% PKB. Jego poprzednik szacował go na 5,5% PKB.
We wczorajszym wywiadzie dla radiowych "Sygnałów dnia" wicepremier Kołodko powiedział, że zmniejszenie deficytu wynika m.in. z lepszej prognozy wzrostu PKB. Poza tym państwowa kasa zyska dodatkowe dochody dzięki abolicji podatkowej i pakietowi antykryzysowemu. Łącznie ma to być 1,8 mld zł. Oprócz tego 1,5 mld zł Kołodko spodziewa się uzyskać po wprowadzeniu w życie rządowego programu "Przede wszystkim przedsiębiorczość" i poprawie dyscypliny podatkowej.
- To czyni przyszłoroczny budżet nieco niebezpiecznym. Duża część zwiększenia dochodów opiera się na prognozie wzrostu PKB i na dochodach jednorazowych. To ryzykowny zabieg, bo nie ma żadnej pewności, że te prognozy się sprawdzą - ocenia Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
Łącznie według wicepremiera przyszłoroczne dochody wzrosną realnie o 4,5%, natomiast wydatki o 2,4%. I to właśnie najbardziej niepokoi ekspertów, bo oznacza ostateczne zerwanie z tzw. regułą Belki - czyli wzrostem wydatków o inflację plus 1 pkt. proc. - Właściwie reguła ta nigdy nie obowiązywała. Dla parlamentu obowiązujący jest poziom deficytu, a nie wielkość wydatków - co zresztą wykorzystano przy pracach nad tegorocznym budżetem. Jednak zasada "inflacja plus 1" była o tyle dobra, że była koncepcją kształtowania wydatków w przyszłości. Odejście od niej pokazuje, że ten rząd nie jest w stanie zreformować strony wydatkowej w budżecie - uważa Iwona Pugacewicz-Kowalska. Jej zdaniem, projekt budżetu w takim kształcie to odłożenie wszystkich problemów na rok 2004. - Ogólna ocena na razie nie jest najlepsza. Trzeba jednak poczekać na przedstawienie całokształtu finansów publicznych w przyszłym roku. Budżet centralny to tylko jeden z elementów tej układanki - mówi ekonomistka CA IB.
Choć minister finansów nie podał kwot dochodów i wydatków, to na podstawie danych, które udostępnił, można szacować, że budżet chce wydać w przyszłym roku ok. 193,8 mld zł. Dochody miałyby wynieść 155,1 mld zł. Jednak z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez PAP wynika, że pułap wydatków w projekcie wyniesie 193,4 mld zł. Przy zachowaniu deficytu w wysokości 38,7 mld zł dochody musiałyby wówczas wynieść 154,7 mld zł.