Od dwóch miesięcy na rynku dominuje konsolidacja. W jej ramach byki nie są zbyt aktywne. Stąd też trudno obecnie traktować ją jako wiarygodny sygnał, sugerujący, że rynek ukształtował istotny dołek. Jest to raczej w przeważającej mierze efekt cofnięcia się podaży, czego nie można uznać za przesłankę dającą powody do nadmiernego optymizmu. Walka ma wprawdzie miejsce w pobliżu jednego z najistotniejszych historycznie obszarów wsparcia w strefie 970-1000 pkt., ale brak zdecydowanej reakcji w tym rejonie sugeruje, że popyt ciągle jest zbyt słaby, by zainicjować wyraźny ruch wzrostowy. Potwierdza to również ostatni okres, kiedy to zbyt dużym wyzwaniem dla byków okazały się już pierwsze z ważniejszych oporów. Nieudane ataki na lukę bessy z 3 września oraz linię trendu spadkowego z początku czerwca, bez pokonania których trudno liczyć na większe odbicie, nie są zapowiedzią poprawy koniunktury w najbliższym czasie.
Obawy te uzasadnia choćby wykres tygodniowy WIG20. O ile dolne cienie świec z końca lipca i początku września można w tym układzie interpretować jako próby obrony wspomnianego wyżej obszaru wsparcia, to górne cienie ostatnich dwóch korpusów przemawiają za tym, że jedynie na obronie może się w perspektywie kolejnych tygodni skończyć. Świadczą one bowiem z jednej strony o czujności i zdecydowaniu podaży wykorzystującej wzrosty do aktywniejszego zamknięcia pozycji, z drugiej zaś o słabości popytu, nie będącego w stanie przeciwstawić się tej presji. Wprawdzie świeca z poprzedniego tygodnia ma kształt formacji odwróconego młota, ale biorąc pod uwagę, że jej uformowania nie poprzedził większy trend, a tylko ruch boczny, jej pozytywna interpretacja wydaje się nieuzasadniona.
Niewielkie szanse na poprawę
Zahamowanie spadków, jakie nastąpiło w ostatnich dniach, nie daje jeszcze podstaw do zbytniego optymizmu, tym bardziej że z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia na przełomie ostatnich tygodni. W dalszym ciągu większość sygnałów przemawia za tym, że większą szansę realizacji, w perspektywie najbliższych tygodni, ma scenariusz, zakładający możliwość pogorszenia koniunktury. Potwierdzeniem takiego właśnie rozwoju wypadków będzie sforsowanie minimów z końca lipca i początku września (1027-1030 pkt.). Do testu tego wsparcia może dojść w najbliższym czasie, a ryzyko przebicia jest spore. Za taką możliwością przemawia chociażby dominujący trend średnioterminowy czy też układ średnich wskazujący na rynek niedźwiedzia.
Najważniejszym zagrożeniem dla większej zwyżki są położone stosunkowo blisko ważne opory. Z pierwszym z nich, który tworzy okno bessy w przedziale 1082-1090 pkt., WIG20 stara się właśnie uporać, i są szanse, że wkrótce sztuka ta się powiedzie. Nie jest to jednak wielkie pocieszenie, biorąc pod uwagę, że najsilniejsze z barier podażowych znajdują się wyżej. Kluczowa będzie luka bessy z 3 września w strefie 1100-1120 pkt. oraz linia trendu spadkowego z początku czerwca, biegnąca obecnie na wysokości ok. 1108 pkt. Dopiero po sforsowaniu tych ograniczeń można będzie mówić o wiarygodnych sygnałach poprawy krótkookresowej koniunktury. Jednak nie można zapominać, że sygnałem zapowiadającym trwalsze odwrócenie trendu spadkowego będzie przełamanie szczytu poprzedniej korekty - wierzchołka z 28 sierpnia na wysokości 1170 pkt.Można wprawdzie oczekiwać, że w perspektywie najbliższych kilku sesji dojdzie do ataku na powyższe opory, jednak prawdopodobieństwo zakończenia zwyżki w tym rejonie jest duże. W tym układzie wydaje się więc, że nawet w bardziej optymistycznym wariancie można w najbliższym czasie oczekiwać jedynie kontynuacji horyzontu.