Rankingi rynków powstają zwykle na podstawie ich kapitalizacji, liczby notowanych firm i innych śmiertelnie poważnych kryteriów. A gdyby tak stworzyć zestawienie najzabawniejszych giełd albo spółek. Myślę, że mielibyśmy spore szanse na sukces. Szkoda tylko, że GPW od czasu do czasu traci poczucie humoru i psuje zabawę w środku imprezy.
Nasza giełda robi w końcu porządki. I usuwa z parkietu bardzo ciekawe spółki. Albo zawiesza ich notowania. Co to komu przeszkadzało, że można było handlować akcjami Polskiej Prasy Lokalnej Holding. I co z tego, że spółka nie ma rady nadzorczej ani zarządu. Będzie taniej. W I półroczu koszty ogólnego zarządu były czterokrotnie wyższe niż przychody firmy. Ja się nie dziwię zarządowi i radzie, że zrezygnowali. Mają, przynajmniej niektórzy, ważniejsze sprawy na głowie - również medialny i giełdowy holding. Sam bym zresztą zrezygnował. Jeśli zobowiązania dwukrotnie przewyższają aktywa, a w kasie jest 8 tys. zł (przynajmniej było na koniec czerwca), to nie ma czego w takiej firmie szukać. Wynagrodzenia pewnie też nie. Można tylko czekać na upadłość, i spółka czeka. Ale to też nie jest takie proste, co dowodzi, jak wiele mogłaby giełda zawdzięczać PPLH w naszym rankingu. Sąd oddalił wniosek o upadłość spółki, bo nie dostał odpowiedniego bilansu. Ciekawe, kto go teraz przygotuje?
Na razie spółka dryfuje sobie samotnie, bez steru i żeglarzy. Nawet nie wiadomo dokładnie, gdzie i dokąd. W cyberprzestrzeni jej nie spotkałem - "abonent czasowo wyłączony". Ale przecież firma jest. Nie działa? No, raczej nie działa, ale w sumie żadnej działalności nie prowadziła już od dawna, więc niewiele się zmieniło.
Za chwilę zniknie z parkietu Krak-Brokers. Giełda straciła kontakt ze spółką. Ale po co ten kontakt komuś był potrzebny? Przecież było od dawna wiadomo, że firma nie ma prawie żadnego majątku i zaprzestała działalności. Więc o czym miała informować?
Poza tym nie przesadzajmy z tym kontaktem - jeszcze niedawno można było się dodzwonić do prezesa. Podobno odbierał wiceprezes i łączył z szefem. I na tych dwóch filarach firma się opierała. Ale w końcu to nie call center i trzeba było zwinąć żagle. Teraz już dodzwonić się nie sposób. W firmie urzęduje syndyk, a z syndykami bywa różnie. Mówili mi ludzie z giełdy, że taki syndyk to może i nakrzyczeć, i słuchawką rzucić.