- Mamy kontrakty. Podwykonawcy muszą zrozumieć, że ryzyko wynikające z ich realizacji, często bez woli generalnego wykonawcy, dotyka wszystkich uczestników procesu inwestycyjnego. Często opóźnienia w spłacie należności od klientów nie udaje się Mostostalowi nadrobić własnymi środkami lub kredytem i powstaje zator - tłumaczy szef giełdowej firmy. Obecnie saldo należności i zobowiązań jest dla Mostostalu niekorzystne - te drugie są bowiem o 28 mln zł wyższe. Należności wynoszą 141 mln zł i - zdaniem prezesa Walczaka - są one głównie krótkoterminowe. Inaczej jest w przypadku zobowiązań, które wynoszą 169 mln zł. Gros z nich to dług długoterminowy. Mostostal nie zalega z zobowiązaniami wobec urzędu skarbowego i ZUS.

Prezes Walczak jest natomiast spokojny o pracę dla firmy. Wartość kontraktów do zrealizowania jeszcze w tym roku to około 150 mln zł. Jego zdaniem, sytuacja spółki jest relatywnie lepsza niż innych firm z branży borykających się ze spadkiem zamówień.

Zarząd Mostostalu Gdańsk odniósł się także do złożonych ostatnio w gdańskim sądzie wniosków o upadłość. - Z trzech wniosków jeden został wycofany. Drugi, firmy Baticomplex, jest bezpodstawny. Z trzecim wnioskodawcą, firmą Skat, uzgadniamy układ i niebawem zapłacimy. Wnioski są próbą wywarcia presji na spółkę - tłumaczy prezes Walczak.