Wtorkowe notowania na rynku ropy naftowej przyniosły dalszy silny wzrost ceny tego surowca. Baryłka gatunku Brent kosztowała w końcu sesji w Londynie 29,6 USD, o 1,5% więcej niż dzień wcześniej. Do wzrostu ceny ropy przyczyniła się informacja o spadających zapasach tego surowca, które np. w USA, na największym światowym rynku, wynoszą teraz ok. 290 mln baryłek i są najniższe od 18 miesięcy. Przy jednoczesnej perspektywie wojny amerykańsko-irackiej, która może ograniczyć dostawy ropy z Bliskiego Wschodu, i utrzymaniu w ubiegłym tygodniu przez OPEC limitów wydobycia, grozi to dalszą zwyżką notowań tego surowca, a nawet kryzysem na rynku paliwowym.
W ślad za ropą podąża też złoto. Inwestorzy zaniepokojeni złą koniunkturą na rynkach akcji i perspektywą wojny na Bliskim Wschodzie znów od kilku dni lokują kapitały w ten szlachetny metal. Uncja złota zdrożała w Londynie o 1% i kosztowała w końcu sesji 326 USD, co jest najwyższym poziomem od siedmiu tygodni. Niewątpliwie bardzo istotnym czynnikiem zachęcającym do kupowania tego kruszcu była wtorkowa wypowiedź brytyjskiego premiera Tony Blaire'a, który stwierdził, że Irak rozwija program broni masowego rażenia. Wczoraj interesujące dane, potwierdzające regułę, iż złoto drożeje w czasach dekoniunktury na rynkach finansowych, opublikował Gold Fields Mineral Service (GFMS). Instytucja ta poinformowała, że w pierwszej połowie br. popyt na złoto ze strony inwestorów zwiększył się w skali globalnej prawie dwukrotnie. W tym okresie kupiono aż 182 tony złota, wyceniane na 2 mld USD, podczas gdy w analogicznym okresie 2001 r. zgłoszono zapotrzebowanie na 93 tony tego kruszcu.
Podobnie jak akcje tanieje natomiast miedź, której też szkodzi schłodzenie światowej gospodarki. We wtorek na londyńskiej giełdzie metali (LME) notowania tego surowca spadły o 0,5%, do 1476 USD za tonę.