- Rząd szuka dodatkowych dochodów do budżetu. Na pewno nie dąży do ujednolicenia reguł podatkowych, które mogłyby rzeczywiście ograniczyć szarą strefę - uważa Michał Stolarek, ekspert podatkowy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych.
Ratowanie budżetu
Ubiegłoroczne zmiany w podatkach również tłumaczono potrzebami budżetowymi. Nowy rząd zastał system finansów w stanie głębokiej nierównowagi. Zwiększenie dochodów miało nastąpić przede wszystkim dzięki zmianom w podatkach pośrednich. Wyższym VAT-em obłożono m.in. niektóre artykuły dziecięce i mieszkania kupowane od deweloperów oraz usługi wulkanizacyjne. Zmiany miały dać dodatkowy 1 mld zł. Nie ominęły one także akcyzy. Najważniejsza z nich to obłożenie tym podatkiem energii elektrycznej. W tym roku wpływy z tego tytułu mają wynieść 2,3 mld zł - takie wyliczenia podano w budżecie. Do końca lipca budżet zyskał z niej ok. 540 mln zł.
W podatku osobistym zlikwidowano m.in. tzw. dużą ulgę budowlaną (zastąpiono ją możliwością odpisywania wydatków na spłatę kredytu mieszkaniowego) i zamrożono progi. Poza tym - i to wzbudziło najwięcej kontrowersji - opodatkowano niektóre zyski z inwestycji. Według wstępnych prognoz, podatek od odsetek miał przynieść ok. 1,7-1,8 mld zł. Aktualne szacunki to ok. 800 mln zł w tym roku. Według danych z końca lipca, do budżetu trafiło z tego tytułu 263,5 mln zł.
Przedsiębiorcze podatki