Leta ma prawie 10% głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy domu maklerskiego - wynika z informacji przekazanej nam przez Marię Dobrowolską, prezesa Polonii Net i szefa Izby Domów Maklerskich. Syndyk spółki zamierza poprosić Polonię o bilans i na tej podstawie chce oszacować wartość akcji należących do masy upadłości. - Zapewne wartość zostanie określona widełkowo. Wówczas skieruję prośbę do sądu o zgodę na ich sprzedaż - wyjaśnia Katarzyna Pociecha, syndyk Lety. Przyznaje jednak, że chciałaby, aby do transakcji doszło jak najszybciej. Jest jednak problem - na razie nie zgłaszają się zainteresowani. - Moda na inwestycje w domy maklerskie chyba, niestety, minęła - przyznaje Katarzyna Pociecha. Jest ona także syndykiem innej firmy - katowickiego Kmiecika, który ma około 5% głosów na WZA Polonii. Nie jest wykluczone, że znajdzie się chętny na przejęcie obu pakietów, co zapewniłoby mu mocniejszą pozycję w spółce.
Syndyk przyznaje, że już poprzedni zarząd Lety miał zamiar sprzedać akcje Polonii, ale najpierw chciał wyjaśnić wzajemne rozliczenia między spółką a osobami związanymi z domem maklerskim. Z jej informacji wynika, że kilka osób fizycznych otrzymało pieniądze od Lety. Nie wiadomo, z jakiego tytułu. - W spółce nie znalazłam żadnych papierów z tym związanych, poza przelewami. Sprawa jest wielowątkowa. A chodzi o duże, dla Lety, pieniądze - przyznaje syndyk, ale nie ujawnia kwoty. O jakie osoby chodzi, nie wiadomo. - Sprawę bada prokuratura - dodaje.
Kontrowersje budzi najprawdopodobniej także sprawa rozliczeń między Letą a Polonią. Z naszych informacji wynika, że Polonia ma wierzytelność wobec upadłej spółki z tytułu wcześniejszej współpracy. - Wszelkie rozliczenia z obecnymi i byłymi kontrahentami traktujemy jako sprawę pomiędzy stronami. W każdym przypadku postępujemy zgodnie ze zwyczajami i prawem. Nie widzę powodu, aby o szczegółach mówić publicznie - twierdzi M. Dobrowolska.
Działalność Lety przysporzyła sporo pracy prokuraturze. Z naszych ustaleń wynika, że warszawscy prokuratorzy prowadzą postępowanie w sprawie naruszenia obowiązków informacyjnych przez byłego głównego akcjonariusza Lety. Z kolei szef Prokuratury Rejonowej w Wodzisławiu Śląskim, Józef Pałka, przyznał w rozmowie z nami, że prowadzi ona dwa postępowania dotyczące spółki. Na razie nie chciał jednak mówić o szczegółach.
Poza związkami kapitałowymi między Letą a domem maklerskim istniały również pewne związki personalne. Szefem rady nadzorczej Polonii był do czerwca br. Tadeusz Kozielski, dawniej prezes Lety i - do czasu sprzedaży jego akcji przez bank - główny akcjonariusz przedsiębiorstwa. Na początku 2001 r. kontrolę nad firmą przejęła grupa bliżej nieznanych śląskich biznesmenów (o przekroczeniu 5% głosów na WZA informowała jedynie Grażyna Tkocz, poniżej tego progu zeszła na początku br.). Od tego czasu kilkakrotnie zmieniał się zarząd Lety. Zanim nastąpiła wymiana akcjonariatu, w radzie nadzorczej giełdowej - do wczoraj - spółki zasiadały z kolei osoby związane z domem maklerskim. Ostatnie ZWZA Lety wstrzymało się z podejmowaniem decyzji co do skwitowania niektórych członków władz firmy pracujących dla niej w 2001 r. Dotyczyło to Tomasza Sokoły, Marka Ćwioka, Stanisława Żagana, Iwony Szypuły, Piotra Maciejewskiego, Bartosza Wróbla oraz Marii Dobrowolskiej.Przypomnijmy, że zanim spółka znalazła się w rękach grupy śląskich biznesmenów, próbę przejęcia nad nią kontroli podjęli inwestorzy skupieni wokół International Business Management, firmy znanej z inwestycji w Beton Stal (razem z Letą został wycofany z obrotu giełdowego i podobnie jak ona jest bankrutem) oraz lubelskiego Protektora. Notowany na GPW Protektor poniósł na inwestycji w akcje Lety spore straty.