Reklama

Agencja odporna na naciski

Z Arkadiuszem Krężelem, prezesem Agencji Rozwoju Przemysłu, rozmawia Marek Chądzyński

Publikacja: 27.09.2002 09:36

Czy dużym, państwowym firmom potrzebny jest taki parasol ochronny, jak ustawa o pomocy dla przedsiębiorców o szczególnym znaczeniu dla rynku pracy?

Po pierwsze, tej ustawy nie można rozpatrywać w oderwaniu od innych aktów prawnych, które składają się na cały system. Oprócz niej wchodzą do niego jeszcze przepisy o umorzeniu niektórych należności publicznoprawnych i prawo upadłościowe. Po drugie, w transformacji gospodarki musimy pokonać kolejny schodek, jakim jest dostosowanie naszego systemu do warunków obowiązujących w Unii Europejskiej. Mamy do wyboru albo stworzyć taki instrument, który umożliwi naszym firmom skuteczne konkurowanie na wspólnym europejskim rynku, albo zgodzić się na falę bankructw zaraz po przystąpieniu do Unii.

Mówi Pan o drugim schodku. A który był pierwszy?

Pierwszym było przeprowadzenie prywatyzacji gospodarki. Realizacja tego planu też została poprzedzona restrukturyzacją finansową banków i przedsiębiorstw. Po terapii szokowej z początku lat 90., której zadaniem było urealnienie wartości polskich firm, w bankach powstał problem złych kredytów, a skala zadłużenia sektora przedsiębiorstw okazała się gigantyczna. Przy priorytecie, jakim była prywatyzacja, mieliśmy do wyboru: albo godzić się na jej słabe wyniki sprzedając faktycznych bankrutów, albo zdecydować się na jednorazowe rozwiązanie, polegające na oddłużeniu. Wybraliśmy to drugie wyjście. Efektem była m.in. udana prywatyzacja sektora bankowego, na której państwo zarobiło sporo pieniędzy i głęboka restrukturyzacja większości przedsiębiorstw. Znaczna część gospodarki jest już prywatna. W 1990 r. było 11 tys. firm państwowych, dziś jest ich ok. 1300. W ciągu ostatnich 10 lat struktura gospodarki została skutecznie przebudowana.

Nie na tyle, żeby znów nie wracać do idei oddłużania dużych firm.

Reklama
Reklama

Nikt nie mówi o oddłużeniu. Nie wolno go mylić z restrukturyzacją finansową, której głównym celem ma być uzdrowienie sytuacji w przedsiębiorstwie. Ponadto w tym procesie to nie państwo ma odgrywać główną rolę, ale wierzyciele firmy i jej zarząd. Jeśli reprezentujący 51% wierzytelności zgodzą się na przeprowadzenie programu naprawczego, to państwo ich poprze. Żeby jednak skutecznie przeprowadzić taki program, potrzebne są odpowiednie instrumenty. Firma w trudnej sytuacji ma dziś do wyboru sądowe postępowania układowe albo upadłość. Jaka jest wydolność sądów, wszyscy wiemy. Nam chodziło o to, żeby ten instrument był skuteczny, chronił upadające przedsiębiorstwo w trakcie trwania restrukturyzacji i angażował w cały proces jego wierzycieli. Poza tym zależało nam na czasie - dzięki mechanizmom proponowanym w ustawie restrukturyzacja ma trwać nie dłużej niż 2 lata.

Dlaczego jednak wybrano grupę firm zatrudniających ponad 1000 osób? Część ekspertów zinterpretowała to jako objęcie przed wyborami dużych przedsiębiorstw protektoratem rządu.

Nad tym projektem resort gospodarki pracuje już od kilku miesięcy. Przyjęto kryterium zatrudnienia powyżej 1000 osób dlatego, że ich upadłość może pociągnąć za sobą największe koszty dla państwa z tytułu utraty miejsc pracy. Ile trzeba zapłacić za Stocznię Szczecińską, wiemy. Te 300 firm to grupa lokomotyw, które ciągną cały układ korporacyjny. Jaki jest wpływ na gospodarkę takiego układu, pokazuje przykład stoczni.

Czy agencja nie zyskała w ten sposób zbyt dużej władzy, przyjmując rolę koordynatora programu?

Oprócz tego, kto miałby korzystać z tej ustawy, przy pracach nad projektem pojawił się również drugi problem - kto przeprowadzi całą operację. W 1994 r. w rękach państwa było szereg instytucji - choćby kilkanaście dużych banków komercyjnych. Dziś właściwe do dyspozycji są dwie. Jedna to Bank Gospodarstwa Krajowego, druga to Agencja Rozwoju Przemysłu. Padło na nas. W zasadzie nasza rola sprowadza się tylko do administrowania. Zastępujemy sąd jedynie w kwestii rozpoczęcia postępowania i jego zakończenia. Możemy to robić szybciej, gdyż mamy dużo większe doświadczenie w ocenie progrNie decydujemy o tym, czy postępowanie się odbędzie, czy nie. Zależy to od wierzycieli firmy.

Wierzyciele to najczęściej banki. Skąd ta pewność, że nie zachowają się tak, jak w sprawie Stoczni Szczecińskiej?

Reklama
Reklama

A jaka jest alternatywa? Upadłość. Jeśli do niej dojdzie, to wierzyciele stracą wszystko albo prawie wszystko. Co z tego, że banki mają przewłaszczone pochylnie stoczniowe, nawet statki. Kto to kupi i kiedy? Posiadanie takich urządzeń ma sens tylko wtedy, gdy one pracują. Paradoksalnie w przypadku stoczni najmniej stracą banki, które zdecydowały się na zaangażowanie kolejnych środków. Inwestując w budowę statków, są w stanie w miarę szybko odzyskać pieniądze. Szybciej niż ci, którzy będą czekać na wynik postępowania upadłościowego. To rozwiązanie daje większe możliwości zaspokojenia wierzycieli niż klasyczna upadłość, która tylko w mechaniczny sposób powoduje wyprzedaż majątku. A każdy wierzyciel wie, jak ciężko jest odzyskać środki z upadłości. To znacznie trudniejsze niż odzyskanie należności od przedsiębiorstwa, które pracuje.

Czy jednak banki zechcą ryzykować swoje pieniądze w przedsiębiorstwach chylących się ku upadkowi?

Sprawa finansowania przez banki firm w trudnej sytuacji finansowej to największy problem. Państwo musi angażować się poprzez udzielanie gwarancji, tak jak to zrobiło w przypadku sektora stoczniowego. To obrona przed jeszcze większymi kosztami, o których już mówiłem. Ministerstwo Gospodarki, przygotowując projekt ustawy, uznało, że część wpływów z prywatyzacji powinna być przesunięta na wspomaganie tego finansowania. To ma mieć taką postać, jaką do tej pory stosowaliśmy: pożyczka, poręczenie, inwestycja kapitałowa. Gdybyśmy mieli ustawę o pomocy dla przedsiębiorców o szczególnym znaczeniu dla rynku pracy już w styczniu, to problem szczecińskiej stoczni zostałby błyskawicznie rozwiązany. Z drugiej strony, projekt być może nie powstałby tak szybko, gdyby nie sprawa stoczni.

Czy ARP jest przygotowana do prowadzenia programu?

Szacujemy, że przedsiębiorstw, które kwalifikują się do przeprowadzenia restrukturyzacji na mocy tej ustawy, jest ok. 50. Zakres naszych prac nie będzie więc zbyt duży. W strukturze ARP zajmą się tym dwa departamenty. Poza tym potrzebny będzie również zespół, który będzie weryfikował plany restrukturyzacyjne.

Nie obawia się Pan, że agencja będzie ulegać naciskom politycznym?

Reklama
Reklama

Dlatego zdecydowano się na ARP, bo jest to spółka akcyjna, która kieruje się w działaniu kodeksem handlowym. Oczywiście, mogą być naciski polityczne, ale we wszystkim, co robimy, najważniejszy jest argument ekonomiczny. My jesteśmy dość mało wrażliwi na różnego rodzaju lobbing, jeśli nie widzimy racjonalności pewnych procesów. Czy pan sądzi, że nie było lobbingu np. w sprawie Łucznika albo WZL Mielec? Jednak kiedy uznaliśmy, że trzeba przeprowadzić radykalne postępowanie, to robiliśmy to. Upadłość Łucznika, którą rekomendowaliśmy jako jedyny sposób wybrnięcia z jego sytuacji, była bardzo trudna do przeprowadzenia. Jej efekt to dziś rentowna fabryka broni, dywersyfikacja produkcji na bazie tego samego majątku, miejsca pracy. W nieracjonalne przedsięwzięcia nie możemy się angażować, bo przecież działamy na zasadach komercyjnych. My nie dostajemy dotacji, jak inne agencje. Jesteśmy spółką akcyjną, musimy na siebie zarobić.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama