Notowania na rynku naftowym wahały się w czwartek w wąskim przedziale, po czym spadły. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w listopadzie płacono 28,80 USD, wobec 29,06 USD w końcu sesji środowej. Zniżkę ceny tłumaczono brakiem bodźców, które utrwaliłyby tendencję zwyżkową. W sporze iracko-amerykańskim nie pojawiły się nowe elementy, a tymczasem nadeszły wiadomości o słabnącym huraganie u południowych wybrzeży USA. Wprawdzie spowodował on opóźnienia w dostawach ropy, które zmniejszą i tak skąpe zapasy paliw płynnych w tym kraju, ale ewakuowani pracownicy powrócili już na platformy wiertnicze w Zatoce Meksykańskiej, co oznacza wznowienie wydobycia.
Cena złota wykazywała wczoraj skłonność do spadku. Przyczynił się do tego wzrost notowań na giełdach akcji, który automatycznie zmniejszył atrakcyjność tego kruszcu jako bezpiecznej lokaty kapitału. W Londynie złoto staniało do 319,50 USD za uncję, z 322,25 USD dzień wcześniej. Zdaniem ekspertów, najbliższe dni mogą przynieść ponowny wzrost jego notowań w związku z utrzymującym się napięciem na Bliskim Wschodzie.
Dalszą, umiarkowaną zwyżkę cen obserwowano natomiast na rynku miedzi. Na Londyńskiej Giełdzie Metali tona tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała 1490 USD, wobec 1481 USD w środę. Pozytywnym impulsem był wczorajszy wzrost notowań na giełdach akcji. Standard Bank London przestrzegł jednak przed nadmiernym optymizmem, wskazując na słabą koniunkturę w gospodarce światowej, która ogranicza popyt na podstawowe surowce. Uczestnicy rynku z niepokojem śledzili sytuację w kanadyjskich zakładach metalurgicznych, należących do firmy Falconbridge, gdzie w przyszłym tygodniu może dojść do strajku, a tym samym do wstrzymania dostaw miedzi.