Cena złota rosła wczoraj w Londynie od początku notowań i był to drugi kolejny dzień zwyżki. Główną przyczyną był, jak zwykle w ostatnich tygodniach, spadek kursów na światowych giełdach, rozpoczęty w piątek i wyraźnie pogłębiony w poniedziałek.
Złoto zdrożało też dlatego, że o 0,7% umocnił się kurs euro wobec dolara, w wyniku czego ten szlachetny kruszec stał się tańszy dla europejskich inwestorów. Wzrostowi cen złota sprzyjały również zwiększone zakupy ze strony funduszy hedgingowych i innych spekulantów. W ubiegłym tygodniu kupili oni więcej kontraktów terminowych niż sprzedali, zwiększając swoje długie pozycje o 67%, do poziomu najwyższego od 11 czerwca.
Na popołudniowym fixingu w Londynie uncja złota kosztowała 323,70 USD, czyli o 1,14% więcej niż w piątek.
Natomiast miedź staniała wczoraj o 1,3% i po południu jej tona kosztowała w Londynie 1453 USD, a więc najmniej w tym roku. I w tym przypadku o zmianie cen, tyle że w odwrotnym kierunku, zdecydowały spadki na giełdach akcji. Świadczą one o wciąż marnych perspektywach szybszego rozwoju gospodarczego, a to oznacza, że popyt na miedź w najbliższym czasie nie wzrośnie. Zdaniem analityków technicznych, po przełamaniu wsparcia na poziomie 1465 USD cena miedzi w krótkim czasie może teraz spaść do 1440 USD za tonę.
Cena ropy naftowej wzrosła wczoraj nieco ponad 0,5%, do 29,04 USD za baryłkę. Na porannych notowaniach wzrost był nawet większy, gdyż uczestnicy rynku niedzielne bombardowania wojskowych instalacji w pobliżu Basry potraktowali jako zapowiedź rychłego skomasowanego ataku USA i Wielkiej Brytanii na Irak. Później jednak pojawiła się informacja firmy konsultingowej z Genewy PetroLogistics, że kraje OPEC wydobywały we wrześniu 24,1 mln baryłek ropy dziennie, czyli o 11% powyżej pułapu ustalonego przez tę organizację i obowiązującego od początku roku.