Jeśli ktoś oczekiwał ożywienia w czwartym kwartale, to z pewnością nie dotyczyło ono wczorajszych obrotów, które wyniosły zaledwie 71 mln, z czego ponad 80% "zrobiły" tylko cztery największe spółki. Aktywność inwestorów idzie z reguły w parze ze zmiennością, więc ta także nie wyszła poza ramy przyzwoitości (12 pkt.) Jeśli dodamy do tego otwarcie i zamknięcie na identycznym poziomie 1026 pkt., to do opisu panującego marazmu nie trzeba nic więcej dodawać.

Trend boczny cechował wczoraj większość światowych indeksów, które lizały rany po rekordowych masakrach byków we wrześniu i całym trzecim kwartale. Miniony miesiąc po raz kolejny potwierdził swoją złą tradycję, a wypowiadane kilka tygodni temu nadzieje, że "teraz jest inaczej" z obecnej perspektywy brzmią niczym bycze marzenia na szczycie internetowej hossy. Kierując się takimi analogiami nie sposób zapomnieć o tradycyjnych (tymczasowych) dołkach na przełomie września i października. Mimo głębokiej bessy przewartościowanie większości rynków wciąż nie podlega dyskusji, ale skala wyprzedania i osiągnięcie oczekiwanych poziomów przeceny powinno w krótkim terminie skłaniać na rynkach zachodnich do nieco mniejszego pesymizmu.

Jak mogłoby przełożyć się to na nasz grajdołek? Niewątpliwie, takie odreagowanie pomogłoby kontraktom w obronie niedawno naruszonych wakacyjnych dołków, a indeks ustrzegło przed ryzykownym ich testowaniem. Niżej bowiem czeka rynki dość szybki, przynajmniej 50-pkt. spadek. Mimo zasadności takiej ewentualnej przeceny, zatrzymanie zachodniej spirali spadków powinno nasz rynek przed tym obronić i utrzymać modny w ostatnich tygodniach horyzont. Takie niezdecydowanie na GPW może utrzymać się, niestety, aż do czasu rozstrzygnięcia Irlandzkiego referendum (19 X).