Po uspokojeniu we wtorek nastrojów na rynku naftowym, gdy Irak zgodził się na powrót inspektorów ONZ, środa przyniosła początkowo wzrost cen ropy. Nastąpił on w związku z bardzo wyraźnym zmniejszeniem zapasów tego surowca w USA. Prawie 5-proc. spadek odnotowany w ostatnim tygodniu był drugim co do wielkości w ciągu minionych 18 lat. Za główną przyczynę uznano huragan, który wstrzymał wydobycie ropy w Zatoce Meksykańskiej oraz uniemożliwił jej wyładunek w największym porcie naftowym w Luizjanie. Zapasy są obecnie prawie o 32 mln baryłek mniejsze niż przed rokiem, co budzi szczególny niepokój przed zbliżającym się sezonem zimowym. Najbliższe dni nie przyniosą zapewne poprawy, gdyż kolejny huragan znów przerwał dostawy ropy do USA. Na zachowanie uczestników rynku wpływała też w dalszym ciągu napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie. Irak nie zgodził się bowiem, by zadania kontrolerów ONZ określała nowa rezolucja Rady Bezpieczeństwa. Po zahamowaniu początkowego wzrostu cen za baryłkę gatunku Brent z dostawą w listopadzie płacono w Londynie 28,78 USD wobec 29,01 w końcu sesji wtorkowej. W Nowym Jorku notowania ropy utrzymywały się przez drugi dzień z rzędu powyżej 31USD.
Wprawdzie wzrost cen akcji w Europie osłabił nieco zainteresowanie złotem, ale obawy przed wybuchem wojny w Zatoce Perskiej sprzyjały nadal zwyżce jego ceny. W Londynie podniosła się ona wczoraj do 322,05 USD za uncję, z 320,35 USD we wtorek.
Na notowania metali kolorowych wpływały w dalszym ciągu zmiany cen akcji. Pomyślne doniesienia z giełd europejskich od początku sesji środowych utrwaliły wczoraj zwyżkę notowań miedzi. Metal ten w kontraktach trzymiesięcznych zdrożał, w Londynie do 1479 USD za tonę z 1464 USD dzień wcześniej.