Sesja ciekawa była głównie pod względem zmian wartości bazy. Na otwarcie brak kontynuacji wtorkowego amerykańskiego rajdu nieco schłodził nastroje na światowych giełdach i kontrakty zanotowały aż 10-pkt. spadek. Na rynku kasowym w pierwszych minutach handlu takiego pesymizmu jeszcze nie było, co automatycznie spowodowało rozciągnięcie bazy do standardowych ostatnio ponad 20 pkt. Mało kto się tym przejmował, dyskontując coraz bliższy test lipcowo/wrześniowych dołków na indeksie. Kontrakty tą przykrą powinność wykonały już na ostatnich sesjach, a wczoraj przyszła pora na indeks, który po przejściu tego poziomu powróciłby do średnioterminowego trendu spadkowego.

Jednak nie było na to ani odpowiedniego nastroju, ani nowych złych informacji. mogących wywołać przebicie tak silnego wsparcia. Wyjście z dość długiego horyzontu i przestraszenie tak zdeterminowanych ostatnio byków wymaga mimo wszystko jakiejś małej niedźwiedziej niespodzianki.

Popołudniowa wzrostowa część sesji na kontraktach to już tylko konsekwencja obrony wspomnianych dołków na indeksie. Na spółkach sam wzrost nie był wcale imponujący, ale na kontraktach bardzo mocno zdynamizowała go baza. Z porannych ujemnych wartości przekraczających 20 pkt., dzięki małej 10- punktowej euforii, po lepszych od prognoz danych makro w Stanach, skończyliśmy zaledwie 3 pkt. poniżej WIG20. Warto przy tym zwrócić uwagę, że poziom zamknięcia wypadł dokładnie na linii trendu spadkowego. W tak silnym horyzoncie nie traktowałbym jej ewentualnego przebicia jako sygnału do rozpoczęcia nowej fali wzrostowej. Bardziej wiarygodne byłoby dopiero wyjście poza ramy horyzontu, a na razie bliżej nam do wybicia dołem i wczorajszy wzrost jest jedynie obroną wsparcia po ostatnich przecenach, a nie jakimś sygnałem kupna.