Bez względu na ostateczny wynik, przyszły prezydent stanie przed trudnym zadaniem uzdrowienia finansów państwa i ożywienia gospodarki.
Po obliczeniu 90% głosów stwierdzono, że Luiz Inacio Lula da Silva uzyskał 47-proc. poparcie, a za jego głównym rywalem Jose Serrą opowiedziało się 24% wyborców. W tej sytuacji za trzy tygodnie odbędzie się druga tura wyborów, którą - według ankiety przeprowadzonej przez Ibope - wygra Lula.
Jednak fakt, że nie udało mu się zwyciężyć już w niedzielę został przyjęty z zadowoleniem przez zwolenników Serry, wśród których jest większość przedsiębiorców oraz uczestników rynków finansowych. Poprawa nastrojów sprzyjała zwyżce notowań obligacji rządowych. Papiery te z terminem wykupu w 2014 r. zdrożały o 2,5%, co było największym wzrostem od 14 dni. Zmiana ta kontrastowała z trwającym od połowy kwietnia spadkiem notowań, w wyniku którego wspomniane obligacje straciły trzecią część wartości.
Koła finansowe niepokoi perspektywa wygranej Luli, którego rządy - ich zdaniem - mogą doprowadzić do niewypłacalności Brazylii zadłużonej na około 300 mld USD. Obawy te sprawiły, że kurs reala do dolara spadł od początku roku o 36%, co zwiększyło obsługę długu. 80% brazylijskich zobowiązań jest bowiem powiązane z walutą USA. Deprecjacja reala nasiliła też inflację, uniemożliwiając złagodzenie polityki pieniężnej i utrudniając tym samym ożywienie gospodarki.
Ekonomiści uważają, że bez względu na ostateczny wynik drugiej tury, przyszły szef państwa będzie musiał przede wszystkim uzdrowić finanse publiczne i zahamować inflację, aby uniknąć niewypłacalności. Dopiero potem przyjdzie czas na spełnienie obietnic wyborczych, których istotą jest przyspieszenie wzrostu gospodarczego oraz zmniejszenie dysproporcji między zamożną a ubogą częścią społeczeństwa.