Dwa lata temu towarzystwa ubezpieczeniowe przestały wypłacać odszkodowania bezpośrednio na rachunek warsztatów samochodowych, które dokonywały napraw powypadkowych. Argumentowały to wówczas zawyżaniem przez te warsztaty cen usług. Wprowadzono zasadę, że klient dostaje odszkodowanie do ręki i sam szuka odpowiedniego dla siebie zakładu naprawczego.

- Doprowadziło to do sytuacji, że dziś towarzystwa ubezpieczeniowe wypłacają odszkodowania w wysokości 60-70% realnych kosztów naprawy, bo nie doliczają VAT-u i przyjmują najniższe stawki za robociznę. W efekcie klient, zamiast korzystać z usług legalnych stacji obsługi samochodów, zwraca się o pomoc do warsztatów działających w szarej strefie, które nie płacą podatków, świadczą usługi niskiej jakości i zatrudniają pracowników na czarno - mówi Tadeusz Pawlaczyk, prezes Polskiej Izby Motoryzacyjnej.

Z obliczeń PIM wynika, że na usługach oferowanych przez nielegalne warsztaty samochodowe budżet państwa traci rocznie miliard złotych z tytułu niezapłaconych VAT, składek ZUS czy podatku dochodowego. - Gdyby przepis w ustawie udało się utrzymać, zyskałaby nie tylko państwowa kasa, ale także my wszyscy, bo na drogach byłoby bezpieczniej - uważa T. Pawlaczyk.

Z argumentami branży motoryzacyjnej nie zgadzają się przedstawiciele towarzystw ubezpieczeniowych. Rzecznik prasowy Warty Jacek Balcer uważa, że wypłacając odszkodowanie klientowi do ręki towarzystwo ubezpieczeniowe daje mu możliwość wyboru najtańszej stacji obsługi samochodów. - Jest w pełni zrozumiałe, że nie jest to do końca zgodne z interesem warsztatów naprawczych, zainteresowanych uzyskiwaniem jak najwyższych kwot od zakładów ubezpieczeń z tytułu dokonanych napraw - mówi J. Balcer.

Dziś sejmowa podkomisja będzie omawiać projekt ustawy ubezpieczeniowej.