- Nie spodziewamy się, żeby doszło do ogłoszenia upadłości stoczni. Poprzez wniosek o upadłość jeden z naszych mniejszych kooperantów chce nas zmusić do szybszego uregulowania naszych zobowiązań wobec niego. Ważniejsze jest dla nas jednak to, że takich kroków nie zamierzają podejmować nasi najwięksi dostawcy. Oni rozumieją naszą sytuację - powiedział PARKIETOWI Mirosław Piotrowski, rzecznik Stoczni Gdynia.
Sytuacja firmy jest jednak trudna. Z 12 obecnie budowanych statków firma nie posiada pieniędzy na dokończenie 9 jednostek. - Mamy nadzieję, że w najbliższym czasie zostaną uruchomione kredyty w wysokości 53 mln dolarów, jest to kwota pokryta gwarancjami Skarbu Państwa - dodał rzecznik. W lipcu rząd obiecał, że udzieli stoczni gwarancji na 150 mln dolarów.
100 mln dolarów kredytu
Według M. Piotrowskiego zaangażowanie banków w finansowanie stoczni wynosi 100 mln dolarów, czyli około 414 mln zł. (wobec 1,4 mld kredytów udzielonych Stoczni Szczecińskiej). Obecnie finansowanie budowy statków przez instytucje finansowe spadło do poziomu 30% z 80% we wcześniejszym okresie. Wówczas zobowiązania wobec nich wynosiły 500-600 mln zł. Teraz spółkę kredytują głównie dostawcy.
Według rzecznika cały czas firma prowadzi negocjacje na temat uzyskania od banków dalszego finansowania. Stocznia ma bowiem zamówienia na budowę kolejnych 10 statków.