Reklama

Wciąż bez zmiany trendu

Bardzo agresywnie poczynali sobie kupujący w końcówce mijającego tygodnia. Wszystko wskazuje na to, że uda się przełamać fatalną passę - sześciu kolejnych spadkowych tygodni - czołowych indeksów amerykańskich i europejskich. Wciąż jednak za mało jest przesłanek, żeby mówić o zmianie trendów na tamtejszych rynkach na wzrostowe.

Publikacja: 12.10.2002 09:04

Szczególnie obiecująco po ostatnim wzroście wygląda wykres amerykańskiego indeksu S&P 500. Na początku tygodnia wskaźnik, jako jeden z ostatnich liczących się indeksów świata, spadł poniżej dołka ukształtowanego w lecie. Wartość S&P 500 była w tym momencie najniższa od 5,5 roku. Zgodnie z analizą techniczną, oznacza to powrót do długoterminowego trendu spadkowego. Dla wielu analityków i inwestorów był to sygnał, że na istotną poprawę koniunktury na światowych rynkach akcji przyjdzie jeszcze poczekać. Dlatego powrót ponad 800 pkt. może wprowadzać zamieszanie i niepewność w szeregi inwestorów obstawiających spadki (niedźwiedzi). Jest jeszcze za wcześnie, żeby po jednym silnym wzroście zmieniać pesymistyczne nastawienie. Czy rzeczywiście osiągnięcia byków są tak duże, żeby oczekiwać istotnych wzrostów? W mojej opinii, jeszcze nie. Jednak po kolejnej silnej zwyżce postrzeganie rynku w perspektywie krótko- i średnioterminowej powinno zostać zmodyfikowane.

Oprócz powrotu ponad lipcowe wsparcie na wykresie S&P 500 ukształtowała się formacja, nazywana przez Victora Sperandeo 2B. 7 lipca indeks zanotował lokalne dno na poziomie 785 pkt., po czym na kolejnych sesjach spadł poniżej tej wartości i błyskawicznie ponad nią powrócił. Taka sytuacja powinna zaowocować krótkoterminowym wzrostem i z takim mamy właśnie do czynienia. Wykres indeksu wciąż znajduje się poniżej linii trendu, która opisuje zapoczątkowaną przed sześcioma tygodniami falę spadkową. Dopiero przełamanie tej prostej, znajdującej się tuż nad wykresem indeksu, będzie sygnałem potwierdzającym, że doszło do istotnej zmiany trendu na wykresie S&P 500. W takim wypadku będę oczekiwał utrzymania średnioterminowej tendencji bocznej i w jej ramach wzrostu indeksu do 962 pkt.

W kontekście przedstawionej analizy odpowiedź na pytanie, czy warto kupić akcje, jeśli S&P 500 przebije widoczną na wykresie spadkową linię trendu, wydaje się oczywista. Przecież indeks będzie miał prawie 20-proc. potencjał wzrostowy. Analizę S&P 500 należałoby zacząć od określenia trendu długoterminowego, posługując się, na przykład, wykresem tygodniowym. Tworząc taki wykres, możemy przeżyć rozczarowanie, bo wnioski płynące z wcześniejszych rozważań nie są już tak oczywiste. Układ dołków jest na nim inny niż na analizowanym wcześniej wykresie dziennym. Lipcowe minimum znajduje się na 847 pkt., zatem ostatni wzrost w żaden sposób nie narusza struktury trendu spadkowego. W dalszym ciągu można go interpretować tylko jako ruch powrotny do przebitego wcześniej wsparcia.

Mniej optymistycznie od wykresu S&P 500 prezentuje się średnia przemysłowa Dow Jones (DJIA). Indeks największych amerykańskich przedsiębiorstw zdążył w trakcie ostatniej fali spadkowej znacznie oddalić się od lipcowego dołka. Dlatego nie ma na razie powodów, żeby ostatni zryw traktować jako coś więcej, niż tylko ruch powrotny do przełamanego wsparcia. Jeśli wartość średniej przemysłowej w dalszym ciągu będzie rosła, to już na najbliższych sesjach napotka opór w postaci dwóch linii trendu, znajdujących się między 7650 a 7820 pkt. W strefie wyznaczanej przez opisywane proste znajduje się wspomniany już lipcowy dołek (7702 pkt.). Pokonanie opisywanego oporu będzie miało podobne skutki, jak dla S&P 500 - pojawi się realna szansa na 20--proc. wzrost DJIA.

Europa

Reklama
Reklama

Poprawa koniunktury nie ominęła także europejskich rynków akcji. Reprezentujący spółki ze Starego Kontynentu indeks Dow Jones Stoxx 50 zyskał w czwartek prawie 3%. Wykres indeksu zatrzymał spadek niemal dokładnie na tym samym poziomie co pod koniec września. Tym samym pojawiła się szansa na ukształtowanie podwójnego dna. Linia szyi tej zapowiadającej wzrost notowań formacji znajduje się na poziomie 2460 pkt. Niemal dokładnie na tej samej wartości zakończyły się spadki latem tego roku. To kolejny omawiany indeks (obok średniej przemysłowej Dow Jones), dla którego kluczowe będzie zachowanie na poziomie lipcowego dołka.Wysokość wspomnianego podwójnego dna to 150 pkt. Odmierzając tę wielkość w górę od linii szyi otrzymamy 2610 pkt., jako minimalny zasięg wzrostu wynikający z formacji. W praktyce byki nie powinny mieć kłopotu z kontynuacją wzrostów aż do 2867 pkt. Tutaj znajduje się szczyt z końca sierpnia.

Japonia

Kolejne rekordy w bessie bije Nikkei 225. Wartość indeksu znajduje się na podobnym poziomie, jak w marcu 1983 roku. Po zeszłorocznym wybiciu w dół z 9-letniego trendu bocznego trudno oczekiwać, żeby bessa na tamtejszym rynku miała się zakończyć. Analizując wykres Nikkei 225 w perspektywie krótkoterminowej można zauważyć oznaki osłabienia podaży. Zapowiedzią nieco lepszych czasów dla posiadaczy akcji jest "wyciągnięcie" notowań na sesji czwartkowej. W jej trakcie indeks miał już tylko 8197 pkt., żeby zamknąć się na poziomie 8439 pkt. Piątkowy wzrost (1,1%, do 8519,61 pkt.) pozostawia bykom nadzieję na kontynuację wzrostów. Jednak nie sądzę, żeby udało im się przekroczyć poziom 9 tys. pkt.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama