Szczególnie obiecująco po ostatnim wzroście wygląda wykres amerykańskiego indeksu S&P 500. Na początku tygodnia wskaźnik, jako jeden z ostatnich liczących się indeksów świata, spadł poniżej dołka ukształtowanego w lecie. Wartość S&P 500 była w tym momencie najniższa od 5,5 roku. Zgodnie z analizą techniczną, oznacza to powrót do długoterminowego trendu spadkowego. Dla wielu analityków i inwestorów był to sygnał, że na istotną poprawę koniunktury na światowych rynkach akcji przyjdzie jeszcze poczekać. Dlatego powrót ponad 800 pkt. może wprowadzać zamieszanie i niepewność w szeregi inwestorów obstawiających spadki (niedźwiedzi). Jest jeszcze za wcześnie, żeby po jednym silnym wzroście zmieniać pesymistyczne nastawienie. Czy rzeczywiście osiągnięcia byków są tak duże, żeby oczekiwać istotnych wzrostów? W mojej opinii, jeszcze nie. Jednak po kolejnej silnej zwyżce postrzeganie rynku w perspektywie krótko- i średnioterminowej powinno zostać zmodyfikowane.
Oprócz powrotu ponad lipcowe wsparcie na wykresie S&P 500 ukształtowała się formacja, nazywana przez Victora Sperandeo 2B. 7 lipca indeks zanotował lokalne dno na poziomie 785 pkt., po czym na kolejnych sesjach spadł poniżej tej wartości i błyskawicznie ponad nią powrócił. Taka sytuacja powinna zaowocować krótkoterminowym wzrostem i z takim mamy właśnie do czynienia. Wykres indeksu wciąż znajduje się poniżej linii trendu, która opisuje zapoczątkowaną przed sześcioma tygodniami falę spadkową. Dopiero przełamanie tej prostej, znajdującej się tuż nad wykresem indeksu, będzie sygnałem potwierdzającym, że doszło do istotnej zmiany trendu na wykresie S&P 500. W takim wypadku będę oczekiwał utrzymania średnioterminowej tendencji bocznej i w jej ramach wzrostu indeksu do 962 pkt.
W kontekście przedstawionej analizy odpowiedź na pytanie, czy warto kupić akcje, jeśli S&P 500 przebije widoczną na wykresie spadkową linię trendu, wydaje się oczywista. Przecież indeks będzie miał prawie 20-proc. potencjał wzrostowy. Analizę S&P 500 należałoby zacząć od określenia trendu długoterminowego, posługując się, na przykład, wykresem tygodniowym. Tworząc taki wykres, możemy przeżyć rozczarowanie, bo wnioski płynące z wcześniejszych rozważań nie są już tak oczywiste. Układ dołków jest na nim inny niż na analizowanym wcześniej wykresie dziennym. Lipcowe minimum znajduje się na 847 pkt., zatem ostatni wzrost w żaden sposób nie narusza struktury trendu spadkowego. W dalszym ciągu można go interpretować tylko jako ruch powrotny do przebitego wcześniej wsparcia.
Mniej optymistycznie od wykresu S&P 500 prezentuje się średnia przemysłowa Dow Jones (DJIA). Indeks największych amerykańskich przedsiębiorstw zdążył w trakcie ostatniej fali spadkowej znacznie oddalić się od lipcowego dołka. Dlatego nie ma na razie powodów, żeby ostatni zryw traktować jako coś więcej, niż tylko ruch powrotny do przełamanego wsparcia. Jeśli wartość średniej przemysłowej w dalszym ciągu będzie rosła, to już na najbliższych sesjach napotka opór w postaci dwóch linii trendu, znajdujących się między 7650 a 7820 pkt. W strefie wyznaczanej przez opisywane proste znajduje się wspomniany już lipcowy dołek (7702 pkt.). Pokonanie opisywanego oporu będzie miało podobne skutki, jak dla S&P 500 - pojawi się realna szansa na 20--proc. wzrost DJIA.
Europa