Ubiegłotygodniowe ocieplenie sytuacji na światowych giełdach przyniosło poprawę również na warszawskiej giełdzie. WIG20 przełamał linię krótkoterminowego trendu spadkowego, a na rynek powróciły obroty nie widziane od kilku tygodni. Porównując kilkudniowe wzrosty z sytuacją na innych giełdach nie można oprzeć się następującej refleksji: relatywna siła WIG20 podczas spadków została zniwelowana w trakcie korekty (choć może wczorajsza sesja naruszyła trochę - in plus - ten schemat). W przyrodzie nic nie ginie, a polska gospodarka nie znajduje się obecnie w stanie zapewniającym stopy zwrotu na rynku akcji na poziomie wyższym od przeciętnego na świecie.
Na razie wzrost, choć nie był duży, napotkał na jakieś lokalne opory. Zmniejszyły się obroty i zapał kupujących był wczoraj wyraźnie mniejszy niż pod koniec zeszłego tygodnia. Można to wiązać w kolejnymi niepokojącymi wydarzeniami światowymi; ewentualne następne tego typu akty mogą znów wymusić zmianę podejścia do ryzyka na rynkach finansowych.
Pewnym czynnikiem niepewności jest też irlandzkie referendum - nie można wykluczyć, że jacyś zagraniczni inwestorzy mają już "naszykowane" pieniądze na akcje z naszego regionu, a jednym z warunków koniecznych ich zainwestowania jest pomyślny wynik głosowania. Trzeba też pamiętać o ryzyku ewentualnego odrzucenia traktatu i jego wpływie na rynek do końca tygodnia.
W tych okolicznościach WIG20 podejmuje próbę wybicia w górę z trwającej 2,5 miesiąca konsolidacji. Szanse powodzenia wydają mi się tym razem najwyższe od trzech lat, czyli od października 1999 roku.