W październikowym raporcie Banku Japonii stwierdzono, że sytuacja gospodarcza w tym kraju ustabilizowała się. Jednak w dalszym ciągu nie widać wyraźnych oznak ożywienia ze względu na niepewność dotyczącą koniunktury światowej, a tym samym perspektyw japońskiego eksportu. Bank centralny przyznał, że zwiększone dostawy eksportowe oraz wzrost produkcji przemysłowej pomogły gospodarce, ale w sierpniu, przez trzeci miesiąc z rzędu, obserwowano spadek sprzedaży zagranicznej w związku ze wzmocnieniem jena oraz zmniejszeniem popytu w USA.

Bank centralny niepokoi nie tylko malejące zapotrzebowanie na japońskie towary, zwłaszcza artykuły elektroniczne, ale także ostatni spadek notowań na światowych giełdach i wzrost cen ropy naftowej. Nie najlepsze są też nastroje miejscowych przedsiębiorców. Wszystkie te zjawiska sugerują spowolnienie wzrostu eksportu, a także produkcji przemysłowej. Oprócz czynników zewnętrznych bank centralny wskazał też na ujemne skutki silnego spadku cen akcji.

Bank Japonii utrzymuje negatywną ocenę gospodarki już przez trzeci miesiąc z rzędu. W jeszcze bardziej pesymistycznym tonie wypowiadają się na ten temat niezależni ekonomiści. Ich zdaniem, Japonii grozi kolejna, już czwarta w ciągu dziesięciu lat, recesja.

Również gabinet premiera Junichiro Koizumi ostrzegł ostatnio przed nawrotem recesji. Na razie nie podjął konkretnych kroków, które mogłyby ułatwić ożywienie aktywności ekonomicznej. Nie zdecydował się na zwiększenie wydatków publicznych ani na bardziej radykalne cięcia w podatkach. Rząd nie zareagował też na sugestie Banku Japonii, żeby pomóc bankom w rozwiązaniu problemu złych długów. Eksperci nie wykluczają, że na ten ostatni cel bank centralny przeznaczy dodatkowe środki, a także wzmocni finanse banków komercyjnych, odkupując od nich więcej obligacji rządowych.

W najnowszym raporcie stwierdzono, że ceny detaliczne w Japonii będą nadal spadać ze względu na słaby popyt. Tendencja ta trwa już od 35 miesięcy. Ponieważ nic nie wskazuje na możliwość jej odwrócenia, ekonomiści przypuszczają, że bank centralny będzie musiał utrzymać stopy procentowe w pobliżu zera co najmniej przez kilka lat.