Premier Jan-Peter Balkenende podjął decyzję o dymisji swojego gabinetu, ze względu na niemożność porozumienia między partnerami koalicyjnymi, przede wszystkim w sprawie rozszerzenia Unii Europejskiej na Wschód. Mniejsze formacje tworzące rząd - liberalna VVD i populistyczna partia Pima Fortuyna LPF - wbrew stanowisku największej partii chadeckiej (CDA) uważają, że kilka krajów kandydujących do UE nie jest przygotowanych do członkostwa w Unii. W grupie tej wymieniają przede wszystkim Polskę, Łotwę i Słowację. Kwestią najbardziej ich niepokojącą jest przede wszystkim Wspólna Polityka Rolna (CAP) pochłaniająca znaczną część budżetu wspólnoty.

Unijni przywódcy pospieszyli wczoraj z zapewnieniami, że Holandia nie zatrzyma ekspansji wspólnoty. Wypowiadając się po spotkaniu z komisarzem ds. poszerzenia - Guenterem Verheugenem - Per Stig Moeller - minister spraw zagranicznych Danii, kraju przewodniczącego obecnie UE, powiedział, że nawet mając tymczasowy rząd, Holandia będzie w stanie podjąć konieczne decyzje, by do połowy grudnia zakończyć negocjacje z 10 krajami kandydackimi.

Kryzys rządowy w Holandii to nie jedyny problem, który napotykają kraje aspirujące do UE. W najbliższy weekend w Irlandii odbędzie się referendum w sprawie ratyfikacji Traktatu Nicejskiego. Negatywny wynik mógłby zahamować proces poszerzania wspólnoty.

Informacje napływające z Holandii spowodowały wczoraj osłabienie złotego, ale paniki nie było. Rano za dolara płacono 4,13 zł. Po informacjach z Holandii amerykańska waluta zdrożała do prawie 4,15 zł, a po południu jej kurs ustabilizował się na poziomie 4,14 zł.