Wartość jednostek rozrachunkowych funduszy emerytalnych wynosi od 12,87 (OFE Kredyt Banku), do 15,64 zł (OFE Sampo). W chwili startu reformy wartość jednostki wynosiła 10 zł, czyli w ciągu ponad trzech lat niektóre fundusze uzyskały stopę zwrotu przekraczającą 50%. Wynik imponujący, ale tak naprawdę nie oznacza to, iż o tyle zwiększyła się wartość emerytalnych oszczędności klientów funduszy. Pod tym względem wyniki OFE wyglądają już znacznie gorzej.
Banki ciągle lepsze
Najbardziej na niekorzyść funduszy przemawia to, że do osiągnięcia lepszych wyników nie byłyby potrzebne wyrafinowane instrumenty. Wystarczyłoby tylko założyć miesięczną lokatę i co miesiąc ją odnawiać, dopłacając kolejne środki. Z szacunków PARKIETU wynika, że dokonując takich inwestycji - przy miesięcznej wpłacie w wysokości 100 zł - przez minione 40 miesięcy (od czerwca 1999 r. do września 2002 r.), można było na koncie zgromadzić 4736 zł. Tymczasem klient najlepszego funduszu - OFE ING Nationale-Nederlanden - ma teraz na rachunku 4518 zł. Różnica wynosi przeszło 200 zł. Ale już w przypadku OFE Pocztylion różnica sięga prawie 600 zł - jego klient, według szacunków PARKIETU, zgromadził na koncie 4154 zł.
Jeszcze gorzej wygląda porównanie wartości środków zainwestowanych w dwuletnie obligacje skarbowe o stałej stopie, przeznaczonych dla osób fizycznych. Jeśli założyć, że co miesiąc kupujemy nowe obligacje, a uzyskane z wykupu papierów środki reinwestujemy, moglibyśmy zgromadzić ponad 5 tys. zł. O takiej kwocie klienci funduszy mogą jedynie pomarzyć.
Główną przyczyną tego, że OFE na razie przegrywają nawet z miesięcznymi lokatami w bankach, są prowizje, pobierane przez zarządzające nimi towarzystwa emerytalne. Bowiem ze 100 zł, wpłacanych przez klienta do funduszu, pracuje dla niego od 90 do 96 zł (w zależności od OFE i stażu klienta). Reszta znika w kieszeniach PTE.