Silne zwyżki indeksów na globalnym rynku akcji trwają już tydzień. W tym czasie znacznie oddaliły się one od swoich ostatnich minimów. Jakkolwiek można mieć duże zastrzeżenia do fundamentalnego uzasadnienia obserwowanych wzrostów, a ich kontynuacja dla wielu inwestorów wydaje się wręcz niemożliwa, to patrząc na czołowe indeksy przez pryzmat analizy technicznej, wszystko jest w porządku.
Dzisiaj można wyróżnić dwa wzrostowe scenariusze. Jeden zakłada, iż obserwowane od tygodnia zwyżki to nic więcej, jak tylko gwałtowna korekta wcześniejszych spadków. Dla indeksu S&P 500 jej zasięg ogranicza linia szyi kilkuletniej formacji głowy z ramionami (lipiec 1998, marzec 2000, styczeń 2002). Tym samym cała ta zabawa w hossę powinna zakończyć się co najwyżej na poziomie sierpniowego szczytu (962,7 pkt.). Należy się domyślać, że w takim przypadku czwarty kwartał nie przyniesie oczekiwanego przez ogół inwestorów ożywienia w amerykańskiej gospodarce, a mniej więcej od grudnia rynki zgodnie podążą na południe.
Drugi, bardziej optymistyczny dla inwestorów scenariusz, bazuje na analizie fal Elliotta. Zakłada on, że dołek z 9 października kończy pierwszą odsłonę bessy. Oznacza to, że teraz należy się liczyć z korektą całego, trwającego od marca 2000 r. trendu spadkowego. Korekta taka powinna w najgorszym przypadku znieść 38% dotychczasowych spadków. Realne jest jednak, że sięgnie ona 50%, a nawet 62%. Można więc założyć, że najbliższy rok będzie udany dla byków.
Tak prezentuje się sytuacja w dłuższym terminie. Natomiast w perspektywie najbliższych sesji powoli trzeba się przygotowywać na silniejszą korektę ostatnich wzrostów. Jak wspomniałem na początku, wzrost ten jest całkowicie pozbawiony podstaw fundamentalnych, w tej sytuacji istnieje naturalna chęć do realizacji zysków. Dlatego już w piątek amerykańskie rynki powinny rozpocząć korektę, która schłodzi rozgrzane do czerwoności krótkoterminowe oscylatory, sprowadzając je ponownie w neutralne rejony. Bez tego dalsze wzrosty mogą zakończyć się porażką byków na wyższych poziomach, czego efektem będzie zaprzepaszczona szansa na większe wzrosty.