Reklama

Kilka refleksji o celu inflacyjnym

Publikacja: 18.10.2002 10:06

Lektura niedawno opublikowanych "Założeń polityki pieniężnej na 2003 r." skłania do refleksji. Sam dokument nie oferuje nic zaskakującego ani odkrywczego ponad to, do czego przywykliśmy już w poprzednich założeniach. Bank centralny będzie kontynuować średniookresową strategię 1999-2003 r., której nadrzędnym celem jest spadek inflacji poniżej 4% w końcowym roku obrachunkowym. No właśnie.

Ten ambitny cel został wytyczony we wrześniu 1998 r. i wydaje się w zasięgu ręki, bo indeks cen konsumpcyjnych przyrasta obecnie w tempie mniejszym niż 1,5%. Na przyszły rok Rada Polityki Pieniężnej wyznaczyła przedział 2%-4%, czyli taki, który jest zgodny z tym zapisanym cztery lata wcześniej. Czy możemy więc już klaskać, fetując laserowo precyzyjną politykę pieniężną NBP? Zanim otworzymy szampana, spójrzmy na imponderabilia, w jakich przyszło działać szacownej instytucji. Będzie to z jednej strony pouczające, a z drugiej da mi możliwość zapełnienia standardowej szpalty felietonowej.

Fakty z historii

Osiągnięcia RPP w dziedzinie kontroli nad inflacją są nierówne. Przypomnijmy kilka faktów historycznych. W 1998 r. (pierwszy rok obowiązywania celu inflacyjnego) inflacja spadła poniżej celu o 0,9 punktu procentowego, co odpowiadało odchyleniu o 9,5% od celu, którym był przyrost cen o 9,5% w skali roku. W dwóch następnych latach cel został przestrzelony, najpierw o 1,55 punktu (dla uproszczenia liczę w stosunku do środka przedziału), czyli 18,8% odchylenia w 1999 r. oraz o 2,4 punktu i 39,3% odchylenia w 2000 r. Widać więc narastającą trudność w kontrolowaniu inflacji w okresie, w którym gospodarka Polski powoli wychodziła z krótkiego załamania po kryzysie rosyjskim. Zwięźle można te problemy wyjaśnić dużymi wstrząsami podażowymi (ceny energii i żywności), ale istotna była też jeszcze duża (ale już malejąca) dynamika przyrostu pieniądza. Tak czy inaczej, Rada nie mogła sobie poradzić zarówno z zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi czynnikami kreującymi inflację.

Po tak znacznej porażce (a w ten sposób wypowiadali się analitycy rynku) RPP ostrożnie podniosła poprzeczkę w 2001 r., wyznaczając wyższy cel (7%). Jak to w życiu bywa, kapitał nabytej wiedzy i doświadczenia robi swoje. Posunięcie to dobrze uosabiało też tzw. oczekiwania adaptacyjne, o których członkowie Rady często wspominali w swoich raportach. Jednak ku ogólnemu zaskoczeniu (w tym analityków rynku) inflacja spadła w grudniu owego roku do 3,6%! Policzmy: odchylenie 3,4 punktu w stosunku do celu stanowi 48,6%. W pięcioletniej historii instytucji celu inflacyjnego, każdy kolejny rok przynosił coraz większy błąd szacunkowy, osiągają w ostatnim prawie połowę wielkości docelowej!

Reklama
Reklama

Gospodarką trudno się steruje

Coś w tym jest. Czytelnicy mogą w tym miejscu domniemywać, że staram się "dołożyć" Radzie. Nie o to chodzi. Prognozowanie ekonomiczne jest trudne, szczególnie gdy dotyczy przyszłości, i o tym wszyscy wiemy. Nasuwa się jednak kilka refleksji. Pierwsza - czy cel inflacyjny jest w ogóle potrzebny, skoro jest coraz bardziej nieuchwytny? Wydaje mi się, że jednak tak. Proces uczenia się trwa. Polska polityka pieniężna liczy zaledwie kilka lat, a celem jej jest adopcja euro. Jak to ktoś powiedział, czasami mniej istotne jest złapanie króliczka, aniżeli jego gonienie. Kontrola nad inflacją - jakkolwiek trudna - powinna stanowić część centralną polityki NBP. Refleksja druga - czy Rada właściwie ogarnia wszystkie elementy kształtujące inflację? Tutaj nie jestem pewny. W zeszłorocznych założeniach (na 2002 r.) nie znalazłem ani słowa o wewnętrznych składnikach inflacji, podczas gdy odchylenie tempa wzrostu od potencjału gospodarczego było podstawowym endogenicznym elementem deflacyjnym, zarówno w zeszłym, jak i w tym roku. Wreszcie po trzecie - czy nietrafność prognoz Rady szkodzi gospodarce? Realia nie wydają się potwierdzać tej hipotezy. Uczestnicy rynku biorą co prawda pod uwagę te prognozy w procesie kształtowania swoich oczekiwań zysków i kosztów, ale zdają sobie sprawę z tego, że ani Rada, ani prywatni analitycy, ani rząd, ani Fed nie są nieomylni. Samo nastawienie polityki Rady - poprzez sterowanie stopami - jest samo w sobie pewnym sygnałem dla sektora prywatnego.

I końcowa refleksja. Polską gospodarką (jak każdą) trudno się steruje. Niech o tym pamiętają wszyscy ci - w tym posłowie w Sejmie - którzy mają gotowe recepty na wszystko.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama