Lektura niedawno opublikowanych "Założeń polityki pieniężnej na 2003 r." skłania do refleksji. Sam dokument nie oferuje nic zaskakującego ani odkrywczego ponad to, do czego przywykliśmy już w poprzednich założeniach. Bank centralny będzie kontynuować średniookresową strategię 1999-2003 r., której nadrzędnym celem jest spadek inflacji poniżej 4% w końcowym roku obrachunkowym. No właśnie.
Ten ambitny cel został wytyczony we wrześniu 1998 r. i wydaje się w zasięgu ręki, bo indeks cen konsumpcyjnych przyrasta obecnie w tempie mniejszym niż 1,5%. Na przyszły rok Rada Polityki Pieniężnej wyznaczyła przedział 2%-4%, czyli taki, który jest zgodny z tym zapisanym cztery lata wcześniej. Czy możemy więc już klaskać, fetując laserowo precyzyjną politykę pieniężną NBP? Zanim otworzymy szampana, spójrzmy na imponderabilia, w jakich przyszło działać szacownej instytucji. Będzie to z jednej strony pouczające, a z drugiej da mi możliwość zapełnienia standardowej szpalty felietonowej.
Fakty z historii
Osiągnięcia RPP w dziedzinie kontroli nad inflacją są nierówne. Przypomnijmy kilka faktów historycznych. W 1998 r. (pierwszy rok obowiązywania celu inflacyjnego) inflacja spadła poniżej celu o 0,9 punktu procentowego, co odpowiadało odchyleniu o 9,5% od celu, którym był przyrost cen o 9,5% w skali roku. W dwóch następnych latach cel został przestrzelony, najpierw o 1,55 punktu (dla uproszczenia liczę w stosunku do środka przedziału), czyli 18,8% odchylenia w 1999 r. oraz o 2,4 punktu i 39,3% odchylenia w 2000 r. Widać więc narastającą trudność w kontrolowaniu inflacji w okresie, w którym gospodarka Polski powoli wychodziła z krótkiego załamania po kryzysie rosyjskim. Zwięźle można te problemy wyjaśnić dużymi wstrząsami podażowymi (ceny energii i żywności), ale istotna była też jeszcze duża (ale już malejąca) dynamika przyrostu pieniądza. Tak czy inaczej, Rada nie mogła sobie poradzić zarówno z zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi czynnikami kreującymi inflację.
Po tak znacznej porażce (a w ten sposób wypowiadali się analitycy rynku) RPP ostrożnie podniosła poprzeczkę w 2001 r., wyznaczając wyższy cel (7%). Jak to w życiu bywa, kapitał nabytej wiedzy i doświadczenia robi swoje. Posunięcie to dobrze uosabiało też tzw. oczekiwania adaptacyjne, o których członkowie Rady często wspominali w swoich raportach. Jednak ku ogólnemu zaskoczeniu (w tym analityków rynku) inflacja spadła w grudniu owego roku do 3,6%! Policzmy: odchylenie 3,4 punktu w stosunku do celu stanowi 48,6%. W pięcioletniej historii instytucji celu inflacyjnego, każdy kolejny rok przynosił coraz większy błąd szacunkowy, osiągają w ostatnim prawie połowę wielkości docelowej!