W wywiadzie dla "Sygnałów dnia" radiowej Jedynki prezydent Kwaśniewski przypomniał, że konstytucja jasno określa przypadki, w których to prezydent sam podejmuje decyzję o wcześniejszych wyborach. Pierwszy to tzw. niekonstruktywne wotum nieufności dla rządu - czyli odwołanie premiera bez możliwości powołania jego następcy. Drugi przypadek to złamanie konstytucyjnego terminu przyjęcia budżetu.
- Ten wariant wchodzi w grę, choć potrwa wiele miesięcy. Ale nie chciałbym rysować w tej chwili scenariuszy najgorszych. Mam nadzieję, że ten czas, ten swoisty moment do namysłu, który Sejm przyjął, pomoże - mówił prezydent. Przypomnijmy, że izba niższa parlamentu, wskutek obstrukcji ze strony Gabriela Janowskiego z LPR i posłów z "Samoobrony", przerwała obrady i ma zebrać się dopiero 28 października, czyli po pierwszej turze wyborów samorządowych.
Zdaniem ekonomistów, z którymi rozmawialiśmy, rozpisanie wcześniejszych wyborów przez prezydenta jest mało prawdopodobne, podobnie jak samorozwiązanie Sejmu. Prezydent nie ma na razie powodu, by to zrobić - rząd działa, a PSL, od którego w dużym stopniu zależy dalszy rozwój sytuacji, poparł już jednomyślnie projekt budżetu w pierwszym czytaniu. Poza tym, uważają nasi rozmówcy, SLD zrobi wszystko, aby nie doszło do przedterminowych wyborów. Ostatnie awantury to przedwyborcza gra, która - sama w sobie - nie zaszkodzi gospodarce.
- Czy ta gra nadal będzie się odbywać, jest uzależnione w dużym stopniu od wyników wyborów samorządowych. Jeśli partie radykalne uzyskają większe poparcie, to może im to dać pretekst do tego, by jeszcze zacieklej atakować rząd - ocenia Rafał Antczak, ekonomista z Fundacji CASE.
Jego zdaniem, rozwiązanie Sejmu to najgorszy scenariusz. Chociaż nie musiałoby oznaczać zablokowania referendum akcesyjnego. - Im gorsza sytuacja w Polsce, tym większe poparcie dla naszego przystąpienia do Unii Europejskiej. Jeśli do tego referendum byłoby połączone z wyborami, to ich rezultat wówczas wcale nie musi być korzystny dla radykalnych partii - mówi ekonomista CASE.