Rynek krajowych blue chipów od początku października tego roku znajduje się w fazie krótkoterminowego trendu wzrostowego. Układ średnich kroczących sugerowałby nawet, że wzrosty dominują także w średnim terminie. Niestety, takie założenie okazuje się zbyt ryzykowne z trzech powodów. Po pierwsze, odległość między SK-15 i SK-45 jest zbyt mała (obie oscylują wokół 1090 pkt.). Po drugie, wzrosty trwają ledwie kilka tygodni. Po trzecie zaś, WIG20 wciąż nie wyrwał się ze średnioterminowego trendu bocznego. Szczyt z końca sierpnia nie został przełamany (1160 pkt.), a to znaczy, że popyt wciąż nie może rozwinąć skrzydeł. Im bliżej wspomnianego oporu, tym trudniej bykom podnosić indeks. Poniedziałkowe notowania zakończyły się niemal na identycznym poziomie jak piątkowe. Tuż nad wczorajszym zamknięciem znajduje się długoterminowa średnia krocząca, której WIG20 nie przełamał od maja tego roku. Moje sceptyczne postrzeganie rynku złagodziłoby właśnie przełamanie SK-100. Więcej szans bykom na kontynuację wzrostów dałbym dopiero z chwilą wybicia ze średnioterminowego trendu horyzontalnego. Taki scenariusz byłby niezwykle obiecujący dla posiadaczy akcji spółek największej kapitalizacji. Dałby drogę dalszym wzrostom, ponieważ dopełniona zostałaby formacja podwójnego dna. Minimalny poziom docelowy po przełamaniu linii sygnalnej to 1280 pkt. Kusząca perspektywa, tyle że ziszczenie się jej nie przesłania tego, że rynek niedźwiedzia ma się całkiem dobrze.

Powoli zbliża się pierwsza połowa listopada, kiedy dojdzie do publikacji raportów finansowych z wynikami za III kwartał roku. Nie spodziewam się, że będą one nową jakością w historii ostatnich kilku miesięcy. Będą raczej utrwalaniem stagnacji sektora przedsiębiorstw, a zatem jesienne rally trudno byłoby uzasadnić. Sobotni triumf zwolenników integracji na Zielonej Wyspie z pewnością pomaga krajowemu rynkowi finansowemu. Ale studzi tylko zapał sprzedających. Trudno go uznać za sygnał do pośpiesznych zakupów.