Reklama

Potrzebna reforma finansów publicznych

Nie ma co liczyć na ograniczenie przez posłów wydatków w przyszłorocznej ustawie budżetowej, oceniają ekonomiści. Jeśli nawet parlamentarzyści dokonają jakichś cięć, to głównie po to, aby zwiększyć nakłady w innych częściach budżetu. Poza tym szukanie oszczędności przy takiej konstrukcji finansów państwa jest bardzo trudne.

Publikacja: 23.10.2002 08:50

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, z rezerwą podchodzą do zapowiedzi członków Komisji Finansów Publicznych, którzy obiecują cięcia w wydatkach. Od wczoraj zajmuje się ona opiniami poszczególnych komisji branżowych. Ich zadaniem było m.in. prześwietlenie planów finansowych kilkunastu instytucji, m.in. kancelarii obu izb parlamentu, premiera, prezydenta, Najwyższej Izby Kontroli i Naczelnego Sądu Administracyjnego. W ich projekty nie mógł ingerować minister finansów w fazie tworzenia budżetu. To właśnie one, według wicepremiera Grzegorza Kołodki, mogą być źródłem pozyskania dodatkowych środków. Łączne wydatki tych instytucji mają wzrosnąć w przyszłym roku o ok. 25,4%, do ok. 1,7 mld zł. Gdyby miały zwiększyć się nominalnie o 4,5% (czyli tak, jak ogół wydatków budżetowych), wówczas Sejm mógłby zaoszczędzić ok. 286 mln zł.

Potencjalnym źródłem oszczędności mogą być również koszty obsługi długu publicznego. Przeszacowanie w projekcie budżetu wartości stóp procentowych i - związanej z nimi - dochodowości dłużnych papierów skarbowych może dać dodatkowo ok. 150 mln zł. Efekt mniejszej rentowności będzie jednak widoczny w następnych latach - o ile w ogóle nastąpi. To zależy m.in. od tego, czy minister Kołodko - zgodnie ze swoimi zapowiedziami - przedstawi na początku przyszłego roku założenia reformy finansów publicznych. Jeśli tego nie zrobi, wówczas - jak twierdzą nasi rozmówcy - może stracić zaufanie u inwestorów. Na dodatek bez reformy pole manewru do ograniczania wydatków będzie zawężone. Najwięcej można by zaoszczędzić na tzw. wydatkach prawnie zdeterminowanych, ale do tego potrzebne są zmiany w odpowiednich ustawach. Sejm na razie tego nie robi, bo, zdaniem analityków, brakuje woli politycznej. To od niej zależy, czy skutecznie zostanie uszczelniony system KRUS, wymieniany przez ekspertów jako sztandarowy przykład marnotrawienia publicznych pieniędzy.

W tym roku oszczędności prawdopodobnie nie będzie, za to będą przesunięcia w wydatkach. Szef komisji finansów poseł Mieczysław Czerniawski spodziewa się, że parlament zdoła wygospodarować ok. 1 mld zł. Przewodniczący zapowiada przyjrzenie się nie tylko planom instytucji pozarządowych, ale również wydatkom majątkowym w poszczególnych resortach. Uzyskane w ten sposób środki mają zostać przeznaczone na poselskie priorytety - głównie w sferze socjalnej.

Cięcia dokonane przez parlament z założenia nie mają rekompensować ewentualnego braku wpływów z abolicji podatkowej. Rząd sam ma znaleźć potencjalne źródło oszczędności. Według wiceminister finansów Haliny Wasilewskiej-Trenkner, niekorzystny dla resortu wyrok Trybunału Konstytucyjnego spowoduje, że resort poprosi posłów o ograniczanie poszczególnych kategorii wydatków. Może to oznaczać, że nie będzie próby zwiększenia dochodów.

Maciej Reluga,

Reklama
Reklama

główny ekonomista

BZ WBK

W tej chwili Sejm nie ma zbyt wielu możliwości zmniejszenia wydatków. Do tego trzeba by zmienić prawo, a to jest raczej wykluczone w tym roku. Stąd tyle się mówi o szukaniu oszczędności w kilkunastu instytucjach, których nie mógł ruszyć rząd. To jest stosunkowo łatwo zrobić. Tylko że tu nie ma mowy o oszczędzaniu. Trzeba poczekać na strategię zmian w finansach publicznych. Jeśli rząd jej nie przedstawi tak, jak obiecywał, to będzie to zły sygnał dla inwestorów zagranicznych.

Rafał Antczak,

ekonomista

Fundacji CASE

Reklama
Reklama

Sejm chce szukać oszczędności m.in. w instytucjach wymiaru sprawiedliwości.

Tymczasem system sądowniczy w ostatnich latach należał do najgorzej finansowanych. Być może ten wzrost nakładów właśnie z tego wynika. Są fundusze i agencje, gdzie wartość zaangażowanych środków budżetowych jest znacznie większa. Co z tego, że nominalnie zmniejsza się im dotacje, skoro jednocześnie zezwala się na zwiększanie ich deficytów? I nieprawdą jest, że strona wydatkowa budżetu jest zdominowana przez tzw. wydatki sztywne. Z ekonomicznego punktu widzenia do takich należą tylko koszty obsługi długu - a w przyszłorocznym budżecie stanowią one ok. 14%. Reszta wynika z ustaw, które parlament może zmienić.

Mateusz Szczurek,

główny ekonomista

ING Banku Śląskiego

Być może kwotowo wzrost wydatków w instytucjach centralnych nie jest duży w skali całego budżetu. Ale rzadko nakłady rosną z roku na rok o jedną czwartą. Z pewnością każda z tych pozycji ma logiczne wytłumaczenie. Nikt też nie ma wątpliwości, że te wydatki są państwu potrzebne. Żeby je rozsądnie ograniczyć, trzeba szczegółowo zbadać plany finansowe. Nie mamy dostępu do takich szczegółów z poziomu ustawy budżetowej. Najszybciej rząd może znaleźć pieniądze, ograniczając dotację do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, poza tym zaoszczędzi na obsłudze długu. Nie wierzę natomiast w cięcia wydatków resortowych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama